O zaufaniu!

Wczoraj córcią z anginą opiekowała się pani A. Pani A. jest osobą ciepłą, historykiem z wykształcenia, krawcową z zamiłowania i panią do sprzątania z zawodu. Poleciła mi ją koleżanka. Córka od razu jej wpadła w ramiona, bo zła mama chciała jej zaadministrować antybiotyk.
Podczas studiów, sama opiekowałam się dziećmi francuskich rodzin mieszkających w Warszawie, tudzież pod nią. Nie robiłam tego z pasji do dzieci, pieniądze były OK, no i była okazja do nawiązywania kontaktów, bo nieraz zdarzyło się że potem pracowałam na umowę-zlecenie w firmach ojców dzieci, głównie jako tłumacz/osoba do kontaktów z polskimi kontrahentami. Nie miałam żadnych kwalifikacji do opiekowania się tymi dziećmi, znajomość francuskiego i zdrowy rozsądek (oraz pewnie to że zabierałam dzieci z francuskiej szkoły na basen, ale to było też bardziej na podstawie dyspozycyjności i znajomości językowych niż pedagogicznych osiągnięć) wystarczyło, by ileś tam rodzin mi zaufało. Podkreślam to, bo dziś jestem mamą i doświadczenie to pomaga mi w doborze opieki nad moim dzieckiem. Nie mam trudności w okazywaniu zaufania do ludzi i nie wymagam perfekcji (jako że sama byłam daleka od ideału). Nie zasypuję instrukcjami, ostrzegam tylko tych, którzy mieszkania nie znają, przed możliwymi „przeszkodami” (chwiejący się przewijak, schodki do kuchni). Zaczęłam córkę zostawiać pod opieką obcych gdy miała 2 miesiące. Krótko i rzeczowo: co lubi, o której ma iść spać i o której ma coś zjeść. Od tamtej pory zostaje regularnie zostawiana pod opieką rodziny, znajomych czy też opiekunek albo z polecenia albo z „Ligue des famille” (Liga rodzin), organizacji, która działa na rzecz dobra rodzin. Teoretycznie opiekunki, które ta liga ma swojej bazie danych, są przeszkolone i „sprawdzone”, ale w rzeczywistości to różnie bywa. Wiem, że niektórzy mają hopla na punkcie kwalifikacji, podniecają się szkoleniami, wymagają referencji itd. Niemniej jednak, ja stosuję zasadę: intuicja, idąca w parze z zaufaniem i zdrowy rozsądek. Przecież tak wiele można się dowiedzieć z opisu danej osoby na portalu lub z pierwszego kontaktu telefonicznego! Z racji tego, że córka chodzi do żłobka od 3-go miesiąca życia, nie ma żadnego problemu z zostawaniem z mniej lub bardziej obcymi ludźmi. Zresztą dziś pojęcie „obcy” można kontestować, bo mniej obca jest dla niej pani do sprzątania, którą regularnie widzi, a bardziej obca jest moja własna matka, którą spotyka jedynie co 3 miesiące. Poza tym uważam, że pani, nawet obca, która odchowała własne dzieci (a może i wnuki) jest bardziej doświadczona/wiarygodna, niż np. znajomi czy też osoby z rodziny, które o dzieciach mogą mieć pojęcie dość blade (to nie jest krytyka, tylko stwierdzenie faktu) i bardziej robią to z poczucia obowiązku niż czegokolwiek innego.
Także córeczka ufa ludziom a mama i tata mogą sobie spokojnie wyjść i/lub odpocząć J

Nie wyobrażam sobie życia bez takiego ułatwienia!

Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze