Odeszła od nas...
Choć normalnie tego nie robię, w sobotni
wieczór stanęłam przed oknem i spojrzałam w niebo. Poprosiła o to mama
Ewelinki. Odeszła od nas dzień przed belgijskim Dniem Matki,
spokojnie w ramionach mamy i taty. Miała 5 lat i przegrała walkę z rakiem.
Nie znałam jej, a jednak, dzięki jej
fantastycznej mamie, była mi, i setkom innym ludzi z naszej ‘wspólnoty’,
bliska. Śledziłam jej losy, bo tak jak mój bratanek, który również jako bardzo
małe dziecko zachorował na raka, Ewelinka urodziła się w 2012r. Pamiętam post
(i radość) jej mamy – że rodzina się powiększy, że to dziewczynka. Dałam jej
pluszową Hello Kitty, którą dostałam od byłego chłopaka. Pamiętam wiele postów
na fb z ‘przed’ – Ewelinka w długich, kręconych włosach; Ewelinka z diabelską
minką. Przez fb poznałam też brata Ewelinki, jedenastoletniego Mateusza i ich
ojca.
Mojej koleżanki los nie oszczędził – jej
własna mama zmarła przedwcześnie, osiemnastoletnia kuzynka została potrącona
niecałe dwa miesiące temu przez tramwaj (śmierć na miejscu) a dzień po odejściu
Ewelinki, odeszła także babcia od strony ojca. Ale ja nie o śmierci chciałam,
tylko o postawie.
Bo o śmierci dziecka, będąc sama mamą, nie
mogę.
W pewnym momencie, zasypana mailami, mama
Ewelinki założyła na fb stronę/wspólnotę ‘Księżniczka Ewelina’, która w
błyskawicznym tempie osiągnęła ponad 1.000 fanów. Aktualizowała ją codziennie,
a czasem nawet częściej. Co robili, gdzie byli, jak postępy (lub ich brak).
Mama Ewelinki mówiła, że pisanie to jej terapia… Dzięki jej transparentnej
postawie, udało jej się stworzyć niesamowitą wspólnotę; wspólnotę, która ją
wspierała. Podziwiam ją za otwartość, autentyczność oraz za dystans do samej
siebie – ja, będąc lekko zakompleksiona, nigdy nie wrzuciłabym na fb filmików o
tym jak tańczę czy śpiewam! Chylę czoła, kobieto J Mówiła o chorobach, o poronieniach, o
wizytach u psychologa… niczego nie ukrywała, przy czym to nie było na zasadzie
‘patrzcie na mnie i litujcie się nade mną’, tylko wynikało ze szczerej chęci
dzielenia się i inkluzywności. Nie zamknęła drzwi przed ‘gapiami’, a wiele
ludzi (również nieznajomych) się dopytywało o stan zdrowia.
Nagle okazało się, że również i ja, należę do
wspólnoty!
Myślę, że Ani udało się u ludzi obudzić
potrzebę przeżywania rzeczy w sposób autentyczny, przy czym sama sprawiała
wrażenie opanowanej. Ania, nie studiując komunikacji, potrafiła bardzo pięknie
przemawiać do ludzi, oraz – uwaga – to ona nas przygotowywała na to najgorsze.
Skąd tyle siły w tak skromnej osobie? Sprawa przygotowania przez personel medyczny,
wsparcia czy osobowości? Dzień po śmierci córeczki cieszyła się jeszcze z
ostatnich jej laurek na Dzień Matki, przygotowanych dzień wcześniej za sprawą
jednej z pielęgniarek. Teraz jest wciąż na fb, dając znaki życia, których
wszyscy tak bardzo wyczekujemy. Teraz to my winniśmy się nią i jej rodziną
zająć.
Aniu, tym postem, pragnę się podzielić moim
podziwem dla ciebie; nie mam ambicji rozpoczynać żadnego wątku… jesteś dla mnie
wzorem. Tym postem pragnę tylko zaapelować do ludzi, by się opanowali w naszym
rozhisteryzowanym świecie; zatrzymali się na sekundkę i się zastanowili co tak
naprawdę w życiu jest ważne.
Dziękuję i do zobaczenia!

Piękne,to właśnie nam w duszy grało podczas tej podróży i na długo długo w niej pozostanie. Prawdziwa szkoła pielęgnowania tego co prawdziwe w tak trudnym czasie. Dzieki Tina.
RépondreSupprimerDziekuje! W sumie brak slow, ale tyle mozna powiedziec!! No i jak widac po reakcjach: trzeba obalac tabu!
Supprimer