Nie z tej ziemi!
Zmieściłam się w jeansy sprzed 4 lat i 2 ciąż – jest sukces!
Według współczesnej psychologii, terapia narracyjna skupia się na nadawaniu
przez ludzi sensu swoim doświadczeniom. Czyli ponoć jest związek między tym,
jak dana osoba opisuje siebie i swoje życie a tym, jak go doświadcza i je
rozumie. Piszę o tym bo od końca lata wydarzyło się tyle w moim życiu i
poznałam tyle osób, że ciężko mi to wszystko zinterpretować inaczej niż : „szukam i
doświadczam”. Szukam, więc doświadczam. Doświadczam i szukam dalej. Konferencje naukowe, spotkania
najróżniejszego sortu (najczęściej w grupach), rozmowy, urodziny, parapetówki, rocznice, testy,
egzaminy, ośrodki oceny, wernisaże, dziennikarze, pisarze, kurs języka
polskiego, który prowadzę raz w miesiącu dla ojców pół-polskich dzieci… do tego
sprawy natury medyczno-pielęgnacyjnej: fizjoterapia, stomatolog, fryzjer,
wyprzedaż rzeczy po dzieciach (i wszystko, co się z tym wiąże…), kończenie
ostatniej książki typu vademecum dla studentów, negocjowanie nowego kontraktu
wydawniczego, poznawanie nowych ludzi na placu zabaw czy „randkach z dziećmi”, solidarność mamuśkowa, czytanie nowych,
poruszających, książek, odkrywanie nowych miejsc, myślenie o nowych
studiach czy o konkursie nowelek, nowy klub książkowy, spotkania z profesorami, ambasadorami,
burmistrzami, bycie rozpoznawaną niemal na ulicy, nowa praca, nowa praca Męża, nowy, bezsamochodowy, styl
życia J co to wszystko może znaczyć? A musi?
O dniu na wsi, warsztacie poetyckim i
projekcie obywatelskim już pisałam. Nie pisałam jeszcze o moich wypadach do
Mechelen (moje drugie ulubione miasto w Belgii) gdzie zdecydowałam, w wieku
prawie 40 lat, sobie zrobić w końcu zęby. Oczywiście w Brukselki też są
stomatolodzy, ale to zawsze jakaś dodatkowa przygoda i dreszczyk emocji (czy
pociąg przyjedzie na czas?). No i mam duży sentyment do tego miasta. Wszystko
po niderlandzku J nie
pisałam o moim sierpniowym wypadzie nad morze, gdzie udało mi się trafić na te
kilka dni w roku kiedy świeci niemiłosiernie słońce. Leżałam na plaży z książką
– wtedy mi jest najlepiej. Teraz kładę się spać między dziećmi (czasowo
i przestrzennie) a najczęściej
oglądanym przeze mnie programem jest Heidi, która wcale głupia nie jest.
Na pewno wszechświat ma dla mnie jakiś
plan J
*
* *
Tak wyglądał wrzesień z październikiem.
Listopad, miesiąc w którym wróciłam na pełen etat do pracy, wyglądał już
inaczej. Na szczęście mam blisko, na piechotę. I na szczęście się pracuję tylko
8 godzin dziennie, nie 10 czy 12 (przy czym nie zabieram pracy do domu). Ale
mniej więcej w trzecim tygodniu pracy dzieci zaczęły chorować. Na zmianę i na
raz, a gdy wirus jest w domu, to dotknie każdego. Pod koniec, to już nawet do
lekarza mi się nie chciało iść. No ale co tu dużo mówić: samo życie, a i tak
mogłoby być dużo gorzej. Brak snu, żonglowanie z urlopami i nieobecnościami,
zaciskanie zębów przy uwagach lekarzy i pań żłobianek, dom, który wygląda jak
po trąbie powietrznej – to chyba nie nowość, życie jak najbardziej z tej ziemi.
Niemniej jednak, z doskoku, literatura mnie nie opuszcza: z jednej stronie
czytanie (nie ma dnia bez książki, ciągle się zachwycam), z drugiej pisanie
(nowa książka i nowe projekty pisarskie, no i promocja tego, co napisałam,
która jest też bardzo zajmująca). Z tej ziemi czy nie z tej ziemi?
Commentaires
Enregistrer un commentaire