Święta, święta i po… Portugalii !
Z
dziennika mamy podróżniczki:
Nowy
Rok – mówią. Niech będzie i nowy J
Trzeba jednak zacząć od starego. W listopadzie oboje z Mężem zaczęliśmy nowe
prace (On – 02/11, ja – 06/11). Dokładnie od 23/11 przez miesiąc (czyli do
ostatniego dnia przed przerwą świąteczną – 22/12), dzieci na zmianę chorowały.
Jedno po drugim i tak w kółko przed okrągły miesiąc. Nie chcę zbytnio i zbyt
głośno narzekać bo to wszystko na szczęście z kategorii « zaraz
minie »; piszę o tym raczej by nakreślić obraz tuż przed świętami:
nieprzespane noce, lądowanie na pogotowiu, non stop pranie, zmęczenie, odwoływanie
planów, zwalnianie się na zmianę z Mężem z pracy oraz żonglowanie z urlopami/
nadgodzinami/ dniami na dziecko a co się z tym wiąże – zaległości we wszystkim.
Na szczęście, jakoś nagle wszystko ucichło a my mogliśmy, po dwóch przedświątecznych
dniach spędzonych u teściów (23 i 24/12), w miarę spokojnie wylecieć do naszej
ukochanej Portugalii. Było jak zwykle bardzo fajnie, niby podobnie (jak choćby
w zeszłym roku) ale jednak inaczej. Pogoda na początku była trochę w kratkę,
jednakże od połowy pobytu (od moich urodzin!) do ostatniego dnia świeciło
fantastyczne słońce. Lubimy wracać na stare śmieci tak samo jak lubimy odkrywać
nowe miejsca – a to nowa plaża, a to restauracja, a to zoo, a to inni ludzie,
choć po części ci sami :-)
Co
do dzieci, to o synku nie ma co dużo mówić: był raczej (w wieku 9m) pasywnym
uczestnikiem ale córeczka zaskakiwała nas codziennie
– chyba nigdy jej nie widziałam takiej szczęśliwej: latała za kotami,
wzbogaciła swoje słownictwo, brała inicjatywę (szczęki nam opadły gdy w
samolocie sama sobie wybrała siedzenie, usiadła i zapięła pasy !!), garnęła się
do rzeczy za którymi normalnie nie przepada (choćby prysznic). Całodzienne
przebywanie na świeżym powietrzu pozytywnie wpływa na ludzi! Lepiej jadła i nie
najgorzej spała. Dobre i to :-) Choć chyba nigdy nie zapomnę jednej nocy, w której oboje – w tym samym czasie –
się źle poczuli: od wpół do dwunastej, T. chyba przez dwie godziny płakał i
płakał (ząbkuje) a E. wymiotowała. Trzy razy.
No i
anegdotka: w tamtą stronę zgubiono nam główny bagaż i jeden wózek a w tą – Mąż
zostawił jeden z plecaków na lotnisku…
A
teraz? No cóż, stare życie, nowe(-stare) projekty. Wyprawianie urodzin,
organizowanie warsztatów kreatywnego pisania, spotkania towarzyskie głównie
kręcące się wokół pisania i czytania, planowanie wyjazdów… Teraz młodsze nas
zaskakuje: od dawna siedzi i raczkuje, teraz potrafi się utrzymać w pionie na
nogach, mówi mama, klaszcze i wchodzi po schodach. Wszystko robi szybciej niż
siostra! Źle
więc nie jest, żeby tylko zdrowia i siły starczyło na realizację wszystkiego!
Szczęśliwego!



Commentaires
Enregistrer un commentaire