Jak nie poszliśmy na basen ale i tak było jak na wakacjach

Czy znów mam zacząć od „no i znów wypełniony po brzegi, nietypowy, tydzień”? Bo był nietypowy oraz wypełniony po brzegi… Tym razem odbyło się bez ataków terrorystycznych i żadnych katastrof lotniczych czy innych jeszcze nie odnotowano J Wręcz przeciwnie:

Od poniedziałku do piątku miałam szkolenie pod tytułem „Jak prowadzić warsztaty kreatywnego pisania?” Było inspirująco, zupełnie inaczej i byłam bardzo szkoleniem ukontentowana.

W środę zostawiliśmy Małą z kolegą, a sami poszliśmy na bal. Jako że jeszcze trwała przerwa świąteczna i nie było naszych zajęć tanecznych (o czym dowiedzieliśmy się na miejscu), zdecydowaliśmy się spontanicznie na inne – i wyszły jeszcze fajniejsze. Zamiast bachaty więc kizomba J A kolega przeżył J

W piątek zleciała się do nas z Polski moja rodzina w postaci brata i kuzynki. Było więc trochę tłoczniej ale też weselej J W sobotę rano mieliśmy wszyscy iść na basen ale się nie wyrobiliśmy. Chodziliśmy więc w kostiumach po domu objadając się naleśnikami i pijąc wino (chyba). Potem pierwsze urodziny Tereski. Wieczorem kolacja (żeberka) w restauracji poprzedzona mojito w słońcu. W nocy uciekliśmy a wróciliśmy do Star Treka.

W niedzielę chrzest pierworodnej w parafii teściów, czyli te 70km od nas. Obrządek jak najbardziej rzymskokatolicki, tyle że wszystko oczywiście po niderlandzku. Kameralnie, szybko zeszło. Impreza w ogrodzie – akurat była piękna pogoda. Z mojej strony było dużo mniej ludzi ale i tak jestem wdzięczna za to, że tym kilku osobom chciało się jechać taki kawał. W poniedziałek wszyscy wyjechali a my padliśmy. Emocje, rodziny, przyjaciele, prezenty – wszyscy w jednym miejscu, świeże powietrze, słońce, mało snu z innych powodów niż dziecko czy depresja – jest nadzieja J



Commentaires