Krowo-konie w hiacyntach

Wyszła moja najnowsza książka – streszczenie i analiza francuskiej powieści klasycznej „L’Ecume des jours” autorstwa Boris Vian. Mimo tego, iż pisałam ją w strasznych męczarniach, na tyle mi się całe przedsięwzięcie spodobało, że podjęłam się kolejnego zlecenia J Jednak zawsze to jakiś namacalny rezultat!


W środy ostatnio udaje nam się chodzić w miarę regularnie na taniec – z całokształtu jestem zadowolona, bo zawsze trzeba kombinować co do dziecka (bez stresu, zawsze się ktoś znajdzie), mamy swoją rutynę, spacerek, buty, czas dla siebie. O taniec najmniej w tym wszystkim chodzi J



Dziś byliśmy na dwóch długich spacerach, ale to o tym pierwszym chciałam wspomnieć jako że pierwszy raz odkąd tu mieszkam byłam w lesie „Hallerbos”, który to las jest znany z niebieskich hiacyntów. Wygląda to dość zjawiskowo. Taki dywan. A w drodze powrotnej natknęliśmy się na… konio-krowę J



Córcia ma książeczki w czterech językach, ale i tak Mąż narzekał, że za mało w języku niderlandzkim. Zakupiliśmy więc w sklepie dziecięcym no i ta jedna jest w zasadzie o tym że trawa bardziej zielona po drugiej stronie. Pomijam belgijski wątek nie wychylania się poza szereg, ale konkluzja ładna: dorosły słoń mówi do małego słonika, że jest super, taki jaki jest, nawet jeśli (a raczej dzięki temu że) nie ma tak długich nóg jak żyrafa, rogów jak gnu czy łatek jak gepard J


  


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze