Przed-w trakcie-po
Dziś jest
poniedziałek i pada deszcz. Od samego rana latam załatwiając różne sprawy,
kolejno: pediatra z dzieckiem (przed żłobkiem), poczta, bank, między bankiem a
żłobkiem chwila dla siebie przy kawie i cieście z marchewki, i całe szczęście
bo spotkanie w banku trwało aż godzinę. Potem księgarnia, sklep, biblioteka,
pranie, lunch w biegu, telefony, maile.
Jak to
dobrze, że właśnie wróciłam z urlopu. Witaj w domu J
Sporo rzeczy
było epicznych – sama droga w deszczu, prowadzenie przeze mnie nowego,
wielkiego jak krowa, samochodu (nie prowadziłam od prawie roku, czyli od
urodzenia dziecka bo się bałam), złe spakowanie się (zapomnienie o najbardziej
prozaicznych rzeczach), piękne i kolorowe widoki i miejsca, słońce, momenty
czystego szczęścia – czytanie na plaży sącząc koktajl, zabawy z dzieckiem na
placu zabaw, wyrobienie sobie mikro nawyków takich jak picie kawy w tej samej
piekarni, idąc rano po bagietkę i gazetę.
Oczywiście
bardziej prozaicznie też było – kłótnie („tylko” 2), zmęczenie, wybieganie w
przyszłość, strajk kolei we Włoszech, korki tu i ówdzie, brak snu i dziecko,
które od samego początku chorowało (wszystko po kolei: gorączka, katar, kaszel,
rozwolnienie, zapalenie gardła, uszu…), co miało konsekwencje na jej sen i apetyt
(a rykoszetem na nasz sen).
Sprawdzały
się zmiany, raz ja mam czas dla siebie, raz ty…
Wróciliśmy
opaleni ale z różnych względów nie wypoczęci.
Teraz
postaram się wyciszyć przed rozpoczęciem nowej pracy. Mam półtora dnia. Powinno
się udać J
Commentaires
Enregistrer un commentaire