Helcia

Ledwo co zaczęłam pracę i już tysiące myśli się kłębi w mojej głowie. Najprościej rzecz ujmując, jest faza adaptacji, rozeznania, oraz prób: pogodzenia tego, co znane z nieznanym, oraz nieznanego z nieznanym. Na razie padam ze zmęczenia, ale głównie dlatego że słabo ze snem (u mnie i u córki). Wciąż dużo czytam (obecnie o Helenie Rubinstein), od czasu do czasu daję korki przez skype, tłumaczę. Spotykamy się ze znajomymi. Ale na pisanie i na cieszenie się tym wszystkim nie zawsze starcza mi sił. Na szczęście Mąż zabiera w weekendy siebie i Małą do rodziców na 1-2 dni, więc teoretycznie mogłabym odpocząć. Ale wiadomo, kobieta zawsze sobie coś znajdzie (w domu) do roboty (sprzątanie, pranie itd.). No i sobota to jedyny dla mnie dzień na zakupy, bo w czasie lunchu moje możliwości (głównie czasowe) są ograniczone. Z jednoznacznie pozytywnych rzeczy, to okolica, w której pracuję jest super. Jest to jedna z ładniejszych architektonicznie dzielnic w Brukseli, gdzie możliwości konsumpcyjne są urozmaicone. Delektuję się tym.

Mała teraz ząbkuje, więc się biedactwo męczy i jest męcząca. Zmęczenie jest też na poziomie
Mentalnym: nowa praca = nowe możliwości rozwojowe = nowi ludzie = nowe wyzwania itd. Patrzę też nieustannie na innych i się zastanawiam dokąd to wszystko zmierza, skąd, jak i dlaczego. Jak pogodzić marzenia z rzeczywistością? Jak pogodzić choćby domek w górach z apartamentem w mieście? J



ps. dokładnie rok temu zmarła moja jedyna (i ostatnia) babcia. Pamiętam dokładnie ten moment, w którym wcześnie rano zadzwonił telefon od mamy. Byłam przekonana, że chciała się dowiedzieć czegoś o dziecku. Moja sześciodniowa córka spała jeszcze wtedy w moich ramionach. Niczego nie podejrzewając, odebrałam rozentuzjazmowanym głosem. Ale wieści, niestety, były zupełnie odwrotne od oczekiwanych.

Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze