Surfować czy nie surfować?
Tak więc wyjechaliśmy na święta. Oczywiście
oczywiste to nie było, ale wybór był trafny. I okresu i celu – słonecznej,
taniej i przyjaznej Portugalii. Algarve o tej porze roku jest odwiedzane tylko
przez surferów – ludzi o alternatywnych poglądach, albo nawet i nie tak bardzo.
Odwiedziłam to miejsce dokładnie 4 lata temu i już wtedy wydało mi się pełne
uroku. Czasem gdy się wraca w te same miejsca, człowiek się zawodzi gdyż pamięć
go zwodzi. A ja uważam, że akurat to miejsce się nic a nic nie zmieniło, jeżeli
już to na lepsze. Dobrze wiedzieć, że to w ogóle możliwe J Nie odbyło się bez małych potknięć – różnicy
zdań między małżonkami czy też nie do końca idealnych warunków pobytu (wilgoć
uniemożliwiająca suszenie prania, jakieś szczekające psy w nocy, a w drugiej
połowie pobytu rozbolał mnie staw biodrowy…) – samo życie; podkreślam to, by
pokazać, że niczego nie idealizuję. Ale słońce, świeże powietrze, bryza znad
oceanu, ruch, przystępne ceny i bezpretensjonalni ludzie robią swoje.
Spędzaliśmy na dworze 8 godzin dziennie, gdzie odbywało się wszystko:
spożywanie posiłków, zabawy (czytaj – gonienie za kotami), socjalizacja,
obserwowanie ludzi (głównie na plaży i na ryneczku), długie spacery. Stopni
było 20 na plusie (w Bru z minus 2) i uważam, ze jedna z najpiękniejszych
rzeczy na tym świecie to czytanie, popijając kawę, w słońcu. Nawet niczego nam
się specjalnie nie chciało zwiedzać (w sensie miasta, muzea…), ale wszystko co
widzieliśmy, zrobiło na nas wrażenie. Zaraziłam Męża miłością do Portugalii a
córka nie bała się dosłownie niczego.
Było fajowo. No i oczywiście – surfować!



Commentaires
Enregistrer un commentaire