Dochodzę do siebie w kawiarni…

…tym razem zamiast kawy, zielona herbata. Choć to dopiero środa, tydzień na pewno przejdzie do historii jako ekstremalny, jako że i zmęczenie przeogromne i mętlik w głowie.

Pooperacyjny ból mnie trzyma mocno. Staram się wszystko do minimum ograniczać, dużo spać i unikać leków, ale jednak zawsze jest coś do zrobienia, małą trzeba jednak nakarmić/odbić/przewinąć (gdy wierzga nóżkami dostaję w brzuch – idealna odległość), podnieść coś z podłogi… Na dodatek, znów kaszle, więc noce są super ciężkie, bo kaszel się pogarsza gdy leży na plecach, i na przykład nie pozwala jej (i nam, albo mi) spać między 4 a 6:00 lub między 01:30 a 4…

Ale jak napisałam – tydzień ekstremów, bo mimo wszystko nigdy nie miałam tyle pomocy na raz (Mąż pomaga więcej, teściowa opiekuje się dzieckiem, a gdy dziecko śpi, to sprząta i np. prasuje do 22:30; a dziś jest i pani do sprzątania i teściowa – więc pełnia szczęścia; w piątek przylatuje moja mama). A więc na zasadzie natura nie lubi próżni – ból fizyczny, niewyspanie ale i dowody uznania i wielka pomoc.

A propos próżni, to na planie intelektualno-zawodowym też się ruszyło. W końcu zrezygnowałam ze współpracy z tym instytutem badawczym, bo to było too much a ewentualne korzyści długoterminowe i niejasne. Ale nawet nie miałam czasu opłakiwać tej trudnej decyzji, ponieważ 1/prowadzę lekcje jęz. francuskiego przez skype i 2/mam dwie bardzo konkretne propozycje: z jedną szkołą językową (zajęcia dla przedsiębiorstw) i z jednym wydawnictwem (analiza dzieł literackich). Opcja freelance jest bardzo kusząca, niemniej jednak nie poprzestaję poszukiwań bycia związaną z jedną strukturą.

Mózg ludzki jest tak skonstruowany, że szuka do skutku J Najważniejsze, że są opcje!


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze