Jubileuszowo

W ten weekend nasze dziecko ukończyło 3 tygodnie, a my świętowaliśmy pierwszą rocznicę ślubu.

My:
W zeszłym roku tego dnia – dzień po – jechaliśmy na dni poślubne do Spa, a 08/07 wyruszyliśmy na prawie 6 miesięcy do Afryki.
W tym roku, jest, było i będzie rodzinnie i spokojnie. Cieszymy się z małych rzeczy, z ciszy, z udanego wyjścia na brunch (niezakłóconego histerycznym szlochem) czy też z Pakistańczyka na wynos. Kilkoma godzinami snu.
Ja się osobiście cieszę z Męża, który dzielnie i cierpliwie przejmuje bardzo dużo obowiązków i który rozumie moją potrzebę bycia samej czy posiadania chwili dla siebie; cieszę się, że żyje w kraju, który nie tępi wysyłania dzieci do żłobka w trzecim miesiącu ich życia; cieszę się z ładnej pogody – choć mogłabym pewnie więcej z niej korzystać.

Od 21 dni mam dziecko.
Od 21 dni jestem mamą.
Według niektórych źródeł, nawyk wyrabia się w 21 dni.

Eliana:
Gdyby Elianeczka mogła mówić, to mogłaby coś takiego powiedzieć:

Wciąż jestem żarłokiem i śpiochem, do tego jestem przylepą i trochę dramatyzuję.
Jem jak świnia, chyba że to rodzice nie potrafią mnie nakarmić.
Mama jest bardzo tolerancyjna: pozwala mi robić pod siebie 3 razy podczas zmieniania pieluszki, wbijać moje paznokcie w jej szyje, zachowuje pozorny spokój gdy się drę przez 5 godzin jakby mnie obdzierano ze skóry, że z tatą nie byli na osobności od tygodni, że gdy myśli że już osiągnięta została jakaś namiastka rutyny, płatam figla i zaburzam statystykę J
Mama jest moją bohaterką, mimo tego że mało śpi, ciągle coś robi: a to załatwia mi żłobek, a to sprzedaje kanapę, a to idzie do fryzjera, już waży mniej niż przed ciążą; między czasie szuka pracy, pisze i się nieustannie doszkala! Trochę się już nauczyła spać w ciągu dnia. Zupełnie jej to nie przeszkadza, że pije kawę w kubku po herbacie i że jej ubrania są w mleku. Oczywiście gro czasu zżera jej networkingowanie – uważamy, że podtrzymywanie więzi społecznych jest super ważne!
Potrafi jedną ręką wnosić mnie w gondoli po schodach, a drugą wózek (dla niewtajemniczonych: mieszkamy w kamienicy z początka ubiegłego wieku, na pierwszym piętrze, bez windy). Dobrze, że się urodziłam na początku lata bo to, jakby nie było, miły okres (nawet w Belgii).
Czas głównie leci od poniedziałku do czwartku i od czwartku do poniedziałku – wtedy wywożą śmieci.
Chusta do noszenia mnie została dziś odebrana, zacznie się nowy, bardziej aktywny w moim życiu, rozdział.
Tata coraz cierpliwszy mimo tego, że od wizytacji (prawie codziennych!) zrobił mu się brzuch. Odwiedzają mnie ciocie, wujkowie i przyszli koledzy z koleżankami. Codziennie coś się dzieje: a to lekarz, a to klinika zdrowego dziecka, a to odwiedzamy mój przyszły żłobek, a to do dużego sklepu, a do spacer, a to jedziemy do pracy taty. Nie przeszkadza mi hałas, tłum, to, że mnie obcy ludzie noszą czy też to, że mam mokrą pieluszkę. Co mi tam. Mam też już pierwsze wyjście do restauracji (fr. „brasserie”) zaliczone: zamówiłam mleczko z butelki, ale tam akurat umiałam się zachować J
Wzbudzam ogólną ciekawość i przez moje długie włosy, ludzie często myślą, że mam parę miesięcy zamiast tygodni. Rosnę w szerz J




Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze