Pieniądze na ulicy

uchodzę za kogoś, kto dosłownie znajduje pieniądze na ulicy. po prostu zauważam monetki, i najczęściej (może 95% czasu) zadaję sobie trud, by się zgiąć w poł, monetkę podnieść, na nią dmuchnąć formułując w myślach życzenie, i włożyć do kieszeni. czemu zauważam ja? bo patrzę pod nogi, podczas gdy np. inni patrzą do przodu (przy czym jedno wcale nie jest lepsze od drugiego).
anegdotycznie, powiem wam, że tuż po mojej laserowej korekcie w 10/2009r., wracając na piechotę do domu, podtrzymywana przez bardziej przerażonych ode mnie mamę z bratem, z wizja podobną do otwieranych oczu pod wodą, też znalazłam monetę! To można uznać operację za udaną – skwitowała wtedy mama J

po za znajdowanymi na brukselskiej ulicy argentyńskimi centavos, to dzidzia się rozchorowała na dobre, nieważne czy to żłobek, czy koleżanki, ważne że jest wszystko na raz a nawet i więcej (gorączka, zapalenie spojówek, kaszel, katar, ząbkowanie – a dopiero co wyszła z biegunki, którą (nota bene) mnie skutecznie zaraziła), wobec czego śpimy po parę, dosłownie, godzin dziennie. między czasie, miałam egzamin z komunikacji, a oprócz szukania pracy, szukamy coraz aktywniej lokum (tzn. na razie odwołuję wizyty, które już miałam zaplanowane), co się wiąże z emocjonalnym projektowaniem się w przyszłość, bo to przecież jak że ważna decyzja! A idealnego lokum i tak się nie znajdzie… póki co, dziecko na zwolnieniu już ósmy dzień, w zeszłym tygodniu siedziałam z nią w domu, w tym kolejne rozmowy oraz szkolenie a na dodatek mąż w londynie, więc zakontraktowana została opiekunka a córcia jeszcze mnie zaraziła kaszlem….


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze