Ładnie

Już miałam w tym tygodniu nie pisać bo ile można o tym że noce są ciężkie, że wszyscy chorzy, że to i tamto, że relacje są powierzchowne i że to wszystko na pokaz, że prowadzę dom w zasadzie sama, bo Mąż albo zmęczony, albo chory, albo nieobecny, że szukam mieszkania i uciekam w literaturę (ostatni jedna książka na dzień-dwa), że jestem zbyt zmęczona na cokolwiek innego (marzy mi się spa, ale boję się, że zasnę w saunie)?
Ale dziś wraz z bardzo miłym brunchem u znajomych Męża (plus spacer) powróciła wiara w ludzi.
A może zawsze po deszczu słońce?
Byliśmy też wczoraj na warsztacie z kaligrafii japońskiej – ja już znałam, chciałam Męża wtajemniczyć, bo to fajne i inne.
Zaczęłam czwartą i ostatnią część szkolenia z infografiki, bardzo ciekawa, rozwijająca i fajnie prowadzona przez zabawną babeczkę urodzoną w Korei. Jednocześnie poprawiałam książkę, musiałam powstrzymywać się rękoma i nogami by od razu nie rzucić się w wir następnej (bo oni to by chcieli ale ja nie chcę za te nie-pieniądze).
Chciałam dodać do zeszłego posta, że jestem z siebie dumna, że nie wybieram łatwiej drogi: zwolnienie dla siebie, bo mam zapalenie płuc, zwolnienie na dziecko – bo nie mam z kim zostawić. Organizuję się. Kosztuje mnie to dużo wysiłku, ale nie chcę by mnie ominął początek szkolenia, czy też zaplanowane od trzech miesięcy wyjście do teatru.
Bo to najłatwiejsze, ale czy o to chodzi, by z domu nie wychodzić? Czyż Terzani nie powiedział, że gdy masz wybór między dołem a górą, to żeby wybrać górę, choć dół jest łatwiejszy ale można skończyć w dziurze a z góry to chociaż jest nadzieja na ładny widok? Dziś widok był ładny.

Ładny dzień, ładne parki, ładni ludzie.


Commentaires