po
Jak pisać o czymś, o czym jest trudno
pisać ? Jak przekazać doświadczenie, którego się nie życzy nikomu i jeśli
się go nie przeżyło na własnej skórze, to się nie da w zasadzie przekazać? Bo
to nie chodzi o jedno wydarzenie – to z wtorku – tylko o całokształt czasów, w
których żyjemy. A są to czasy nienawiści, egoizmu, nieobliczalności, braku
dialogu, przewlekłego strachu. Jestem trochę zahartowana, bo urodziłam się na
Bliskim Wschodzie, gdzie też przez sporą część życia mieszkałam. Pamiętam
trzęsienie się o bliskich, odgłosy wybuchów, chaos (i w sensie dezorganizacja
systemu społecznego jak i w sensie latających śmieci/pękających szyb w oknach
oraz braku wody – jakiejkolwiek – w kranach), niepewność, rewizje osobiste. Do
dziś nie mogę spokojnie słuchać salw armatnich, bo się jednoznacznie kojarzą z
wojną. No właśnie – wtedy była WOJNA. Można było się tego wszystkiego
spodziewać.
Dziś, z tego co wiem, wojny w Europie nie ma.
Co uzasadnia to, że człowiek rano jedzie do pracy czy na lotnisko i traci
połowę ciała (jeśli ma szczęście, że w ogóle z tego wyszedł żywy)? Co uzasadnia
to, że 3-letnia dziewczynka jadąca z rodzicami metrem, w jednej chwili tych
rodziców traci a sama doznaje oparzeń, które jej będą do końca życia
przypominać o tym potwornym dniu? Co uzasadnia to, że człowiek, w piątkowy
wieczór, pije piwo lub idzie na koncert i tym samym staje się żywą tarczą?
Powiem tak: to, że nam się udało przeżyć, że
akurat nas tam nie było, choć być mogliśmy, nie znaczy nic. Skutki uboczne w
postaci niezrozumienia, nieprzespanych nocy, bolących oczu (od śledzenia
wiadomości na ekranach), odwołanych imprez, zamkniętych punktów usługowych,
strachu o życie i zdrowie jak i apatii wszelkiej (po co żyć, skoro wszystko
może skończyć w sekundę? po co kupować mieszkanie jeśli w tym kraju wszystko
się wali?) są i będą. Mieszkam w Brukseli, ale przecież jestem Europejką, po
Europie jeżdżę i jeździłam. Przecież za 2 miesiące mogę spędzić weekend w
Amsterdamie, Londynie czy Madrycie. Tam też mam się bać? Mam się bać c a ł y
c z a s?
Z komunikacją też jest problem. Jak
wytłumaczyć to ludziom, z którymi od lat nie miało się kontaktu i którzy nagle
wykazują zainteresowanie? No bo, oczywiście, w sieci się ożywiło. Z jednej
strony miło, ale z drugiej – masz ci los, piszą do mnie tylko gdy się wali. Tak
samo ma ciężki orzech do zgryzienia rząd – z jednej strony koncyliacyjny, z
drugiej osądzany o zbyt wielką tolerancję.
To co mam robić, w domu siedzieć, odwoływać
wszelkie plany? A kto mi gwarantuje, że ten dom jest bezpieczny? Po za tym, chyba
życie nie polega na tym…?
Więc spokojnie trochę czekam aż to wszystko
minie. Jeszcze nie odważyłam się jechać metrem (no bo przecież jeśli nie muszę
to po co) i raczej się nie wybiorę na marsz, chociaż Mąż nalega (po to by stać
się łatwym celem?? Nie dziękuję, bo nie muszę).
Choć... Po upadku z konia, powinno się tego
konia jak najszybciej ponownie dosiąść…
Podziwiam rodziny (rodziców) ofiar (dzieci),
które reprezentują postawę stoicką.
Podziwiam kierowcę metra, którego wagon
wybuchł a który już następnego dnia wrócił do pracy.
Czy o tym się w Polsce
mówi?

Commentaires
Enregistrer un commentaire