Narzekać nie będę!
Siedzę w słońcu na jednej z pochylonych uliczek w Porto. W tle leci fado (bo jakżeby
inaczej ?), po ulicy jeżdżą sobie zabytkowe tramwaje oraz mniej zabytkowe
auta. W głowie kręci mi się trochę od tego słońca, od tego wina i od
otaczającego, przytłaczającego mnie, z każdej strony, piękna. Sącząc pyszne białe
wino staram się nie myśleć o tym, że 1/ stopa mnie (od nadmiaru chodzenia – już
jestem w Portugalii tydzień) boli, 2/mam debet na koncie (a wraz ze zbliżającym
się ślubem wydatki będą tylko wzrastały), 3/ moje kształty coraz bardziej
przypominają te rubensowskie.
Wczoraj zrobiliśmy sobie z Narzeczonym wycieczkę do świętego miasta Bragi. Portugalska
Braga jest jednym z najstarszych chrześcijańskich miast na świecie i obecnym
centrum religijnym kraju. Było to posunięcie z naszej strony co najmniej
kuriozalne, ponieważ żadne z nas wierzące nie jest.
No
ale nic, idziemy krajoznawczo do tego Dobrego Jezusa, położonego na górce na
przedmieściach miasta, różnica poziomów wynosi 116 metrów, jest gorąco i zimno
na zmianę. Jak każda normalna osoba narzekam sobie, tak po polsku, wewnętrznie i po ludzku, że daleko,
że my tacy nieprzygotowani, że to i tamto.
W
pewnym momencie dostrzegam kalekę – ma jedną nogę nienaturalnie wygiętą, widać,
że każdy krok kosztuje tego starszego pana człapiącego o kulach dużo wysiłku, ale podąża dzielnie za
głosem serca. Jest mi wstyd. Milknę ze skutkiem natychmiastowym i postanawiam
korzystać z życia pełną gębą, póki mogę. Postanawiam, że od dziś, życie to dla mnie czysta radość :-)
Staram
się o powyższym nie myśleć ponieważ to nieistotne; z tego co wiem, kontynenty
się nie poprzesuwają a ziemia nie przestanie się kręcić jeśli mam 5 kg w tą czy
we w tę, jeśli mam 1000 w tą czy tamtą (obojętnie w jakiej walucie), a stopa
przestanie boleć wraz z odpoczynkiem i zmianą obuwia.
Commentaires
Enregistrer un commentaire