O kulturze, wściekliźnie i wątróbkach

Ciąg dalszy próby uchwycenia "typowego tygodnia"...

29/04/2014

Dzień zaczęłam od wizyty w Klinice Tropikalnej, którą już dobrze znam (windy za wejściem, te przy wejściu są strasznie wolne).

Jak by co – na wściekliznę jestem już uodporniona J

Pozytywnie zaskoczona sprawnym podejściem lekarza (sam mi zrobił zastrzyk, nie odsyłając do pielęgniarki!), kupiłam sobie na obiad i kolację kurzą wątróbkę (uwielbiam, a nie zawsze jest), spotykając po drodze kolegę (właśnie wrócił z Kenii). 
Podaję te szczegóły by powiedzieć, że dzień się dobrze zaczął, ale to sami zrozumieliście ;-)

Wpiepszając tą wątróbkę, czytam artykuł o Cyganach do dzieła, które usiłuję od dwóch lat sklecić. Dzieło z Cyganami ma ogólnie mało wspólnego, ale artykuł jest dobry.

Po odwaleniu papierologii i researchu na temat stanu badań nad pisarzem na emigracji (ciągle rozważam zniewalającą opcję habilitacji), wino z przyjaciółką (właśnie wróciła z Argentyny, połknęła bakcyla tanga). Razem idziemy na uniwersytet na spotkanie autorskie z Grażyną Plebanek, z którą wymieniłam całe 3 maile. Jest taka, jak sobie ją wyobrażałam, mais en mieux

Bardzo ludzka, skromna, ciepła i odważna; a spotkaniem się trochę denerwowała. Sama wiem, co to znaczy mówić w obcym języku przed tłumem. Odpowiadała na pytania w sposób opanowany i inteligentny, co nie zawsze jest oczywiste; a sala pękała w szwach.
Jestem z niej dumna!
Spotkałam też koleżankę, szefową Instytutu Kultury Polskiej w Brukseli.
A pisarka ucałowała mnie na do widzenia, uwielbiam takie spotkania!

Na koniec, trochę patriotycznej propagandy:


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze