Droga czy cel?
Wybraliśmy się na safari
z Arturem i Kacprem. Kolejne safari nie wydawało mi się z początku jakimś super
atrakcyjnym tematem, raczej chodziło o to, by dzień zapełnić. Ale okazało się,
że self-drive (czyli sami sobie kierowcą i przewodnikiem) we własnym sosie był
całkiem fajny J A słonie, żyrafy,
zebry, nosorożce, hipopotami czy lwy (na wolności czy też pół wolności) –
zawsze wzbudzają zachwyt połączony z wesołością!
Cieszymy się jak dzieci
gdy na „coś” się natykamy, są konkursy pod tytułem „kto pierwszy coś wypatrzy”,
wygłupianie się do piosenek z początku lat 90’, a Kacper (lat 9) bezbłędnie
rozróżnia zwierzęta, o których ja jeszcze pięć miesięcy temu w ogóle nie
słyszałam… Zamiast być jakimś pasywno-konsumerskim dzieckiem z nastawieniem
roszczeniowym, Kacper okazał się być bardzo ciekawym świata, otwartym,
zatroskanym o własnego ojca („tata, ile masz na liczniku?”, „Tata, zatankuj”), aktywnym
uczestnikiem wycieczki. Nie tylko więc zwierzęta robiły wrażenie J
Commentaires
Enregistrer un commentaire