Pożegnanie z Ugandą

Ostatnie dni w Ugandzie spędziliśmy na zupełnym luzie: znamy już miejsca, wiemy jak ten kraj funkcjonuje. Byliśmy i w kinie i w spa, i na basenie i na shoppingu. Czytamy (ja skończyłam Bobkowskiego, Mąż o Stevie Jobsie, pozycja z serii „przeczytaj, a zmienisz swoje życie), pracujemy twórczo nad różnymi projektami, dokształcamy się online. A i nawet Kampala w weekend (czyli bez smogu, który pięciokrotnie przekracza wszelkie dopuszczalne normy) i w słońcu (nie w deszczu) jest całkiem spoko.
Życie jest piękne J

Anegdotka ze spa (no bo to oczywiście super normalne, iść w Afryce do sauny fińskiej, łaźni tureckiej i na masaż szwedzki ;-): decyduję się na masaż stóp i piersi. Chyba pierwszy raz w życiu kobieta masuje mi biust, wciera w niego jakiś olejek. Pytam się jaki. „Olejek do biustu” odpowiada J Dobrze, że piersi mam nieerogenne.

Z Ugandy wyjeżdżamy więc zachwyceni wszystkimi wspaniałościami, które nam dane było tu przeżyć. Oczywiście, obrazek byłby niekompletny bez dramatyczniejszych chwil zwątpienia, takich jak na samym początku „przygoda” z Johnem-niezdarą-oszustem, źle wybrane hostele, 11-sto godzinne podróże autobusowe czy też obcowanie z ludźmi o, powiedzmy, nie najwyższym IQ. Ale ogólnie in plus, polecamy!

Nigdy nie myślałam, że w Afryce może być tak zielono, chłodno (ok. +15°C), że nie będzie nawet komarów, że będę jeździła konno, chodziła do kina czy też do SPA, będę się nieprzyzwoicie obżerać, pływać czy też być aż tak natchniona życiem.

Z serii „obserwacje socjologiczne”:

1/ Żyjemy według elektryczności: elektryczność jest nie tyle potrzebna, by widzieć, co się ma pod nogami i nad głową, ale również, by dokonać płatności, bagatela, kartą. To bardzo frustrujące gdy ta usługa nie działa.
Jak już elektryczność była, rzucaliśmy się na ładowanie naszych komórek i komputerów.

2/ Ludzie są ufni: widziałam na własne oczy jak matka zostawia przypadkowej pracownicy czegoś à la dworzec autobusowy swoje kilkutygodniowe niemowlę i idzie się wysikać. Pewnie, na co komu dziecko przy załatwianiu się? U nas to pewnie matka narobiłaby szumu, że nie ma przewijaków. Tu nawet kibli nie ma (jest dziura w ziemi), więc o czym my mówimy J

3/ Autobus, tak jak u Kapuścińskiego, odjeżdża gdy się wypełni pasażerami. I nic to, że to wypełnianie trwa dosłownie 3 godziny.

4/ W mojej kawie pływają dwie muchy i jest ok J Chodzę też ostatnio boso, bo już nie mogę J

5/ Spotykamy ludzi zewsząd, w tym Polaków, którzy tu są średnio od trzech lat.

6/ Jeśli się ma kasę, to tu można żyć w lepiej niż w Europie. Nawet Czarni Ludzie mają swoje służące (o kucharkach, niańkach i szoferach nie wspomnę). I to nie takie dochodzące, lecz „na stałe”. Wszędzie jest przerost zatrudnienia, tak jak u nas w komunizmie, a powodem tego są niskie podatki i koszty.

Eboli brak.

Perła Afryki w pełni zasługuje na swoją nazwę J

Republiko Południowej Afryki witaj!





Commentaires

  1. Na focie skrzyżowanie Afryki z Bolesławcem (to znaczy z produktami z Bolesławca) ;) Coraz bardziej zachwycają mnie te koralikowe cudeńka. Bobkowskiego zaklepuję do pożyczenia, jak już wrócisz. U nas w biblio - nie do dostania...

    RépondreSupprimer
  2. OK, Bobkowski Twój. A zdjęcie przedstawia detal nowej, zamszowej torebki :-)

    RépondreSupprimer

Enregistrer un commentaire

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze