Jakarandowo

Chciałam tu przyjechać już jakiś czas temu, ale sama się nie odważyłam. W przeciwieństwie do takiej Ugandy, w której żywej duszy nie znaliśmy, w RPA jest/będzie „rodzinnie”: Mąż ma w Johannesburgu kolegę ze studiów, w Pretorii mamy Magdę i Artura (Magda jest siostrą stryjeczną mojego Byłego Męża), a do Kapsztadu dojadą teściowa z szwagierką. Jest więc z kim jeździć na weekendy czy iść do restauracji.

Czy Południowa Afryka to Afryka? Dla wielu RPA to nie Afryka. Rzeczywiście super drogi, połączenia kolejowe (= brak korków oraz smogu), niższe ceny (bo zwiększona konkurencja), sklepy zaopatrzone tak, że się w głowie przewraca, zachodnia architektura w miastach, fakt, że Biały człowiek nie wzbudza na ulicach wszechogarniającej ciekawości mogłyby to stwierdzenie podtrzymać. Z drugiej strony, slumsy i utrzymujący się pewien poziom zagrożenia przypominają o tym, że droga to tych, nazwijmy to, osiągnięć rozwoju, łatwa nie była/jest i kosztowała wiele krwi.

Jesteśmy w Pretorii, inaczej jakarandowej stolicy. Ktoś tu przywiózł z Ameryki Południowej to drzewko i obecnie Pretorię zdobią 77.000 przedstawiciele jego gatunku (na zdjęciu). Od kilku dni chłoniemy jak gąbka wiedzę o przeszłości tej republiki: Holendrzy, Brytyjczycy, wojny Burów, Apartheid. Skąd Pretoria wzięła swoją nazwę, a skąd Johannesburg swoją. Dowiadujemy się kim był Paul Krueger i o co tak dokładnie chodziło z Nelsonem Mandelą. Zawsze to powtarzam – nie ma to jak wiedza z terenu, której nie zastąpią żadne książki. Ciekawe są także wrażenia z serii „szkoła życia”: widok człowieka na ulicy z bronią (nb. Białego!), wizyta w więzieniu (politycznego oponenta Mandeli zabił… Polak! Odsiaduje dożywocie), załatwianie rzeczy z pozoru niemożliwych.

Mieszkamy w dzielnicy dyplomatycznej, gdzie piętrowe wille rozkładają swoje włości, woda i prąd zawsze jest, ba, nie tylko woda i prąd zawsze są, nawet jakiś basenik zawsze jest; jest gustownie, bogato, bezpiecznie, fioletowo. Powyższe, wraz z piękną pogodą, póki co robią wrażenie.

Pierwsze kroki w Pretorii i Johannesburgu więc zaliczone (takie jak Muzeum Apartheidu czy park z lwiątkami). Molochowatych osiedli strzeżonych brak J






Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze