Jak w domu, czyli gościnność nasza i wasza
Ponieważ zmęczenie
wzięło górę, nie pojechaliśmy do Lesotho, dzięki czemu spędziliśmy 3 upojne dni
na nic nie robieniu i na korzystaniu z gościnności polskiej i
południowo-afrykańskiej. Dzięki znajomościom Marturów, mamy VIP-owskie warunki
za backpackerską cenę, piękny, przestronny pokój, opiekę właścicieli, którzy
nam dogadzają na wszelkie możliwe sposoby robiąc na pewno więcej niż wynikałoby
to z ich obowiązków. Martury też nas dopieszczają, głównie karmiąc nas polskimi
strawami – załapaliśmy się nawet na komunię Kacpra. Mąż więc miał swoją
pierwszą polską ucztę (od kaszy gryczanej po oscypki) w… RPA J
I po co tu się spieszyć
z powrotem??
Commentaires
Enregistrer un commentaire