Kanapa
Parę lat temu byłam w Chorwacji, w jakimś
hostelu prowadzonym przez jednego Australijczyka i jednego Anglika (chyba),
wobec czego panowała tam bardzo międzynarodowa atmosfera. Spotkałam tam jedną
Amerykankę i jedną Kanadyjkę (chyba), które spędzały rok na południu Francji
ucząc angielskiego czy ucząc się francuskiego (nieważne). Mieszkały one na
stancji albo w jakimś wynajętym, ubogo wyposażonym studio – były tam tylko
krzesła. W każdym bądź razie, pamiętam jak mówiły, że gdy wrócą po tym roku do
swoich domów, to przez tydzień nie ruszą się ze swoich kanap! Przez rok tym
dziewczynom dane było doświadczyć Europy, a one jedyne za czym tęsknią to walnąć
się na kanapie, myślę sobie. Pięknie.
Nietrudno się nabijać z ludzi siedzących
całymi dniami na kanapie, oglądających TV i do tego najlepiej jeszcze pijących
piwko. Też to robiłam. Aż zrozumiałam, że kanapa to luksus. Zachodni luksus.
W takiej Afryce, na przykład, lud na wsi
mieszka w małych chatkach. Nie było by na nią miejsca. Kanapa to pewien status
społeczny. Trzeba mieć na nią miejsce. Kasę. Trzeba też mieć czas na niej
usiąść lub podejmować gości. Zresztą w wielu kulturach, ludzie kucają bądź
siedzą na podłodze a śpią na prostych, drewnianych deskach. Nie w głowie im
posiadanie kanapy. Nie wspominając już o prądzie do telewizora (który też trzeba mieć) czy też do lodówki (choć mało kto tam pije piwo).
My zdecydowaliśmy się na wymianę naszej, nie
dlatego, że stara czy niepasująca już do wnętrza, tylko dlatego że stała się na
naszą trójkę po prostu za mała. Nowa kanapa kosztowała tyle co niejeden czynsz
(oczywiście zależy od czynszu), ale jednak traktujemy to jako inwestycję w
dobre samopoczucie. Jest duża i wygodna, wszyscy się tam mieścimy bez problemu J
Już się nie nabijam z ludzi na kanapach.
ps. a plamy - z mleka - już są!
ps. a plamy - z mleka - już są!
Commentaires
Enregistrer un commentaire