Przez ścianę

Buddysta siedzi w kucki i patrzy w ścianę. 
Ale on nie patrzy w ścianę, tylko próbuje popatrzeć przez nią

Sartre:
Jest taka sztuka J.-P. Sartre’a, która kiedyś na mnie zrobiła bardzo duże wrażenie: Brudne ręce z 1948r. Jest o tym, że bohater Hugo decydując się na wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny (morderstwo polityczne, czasy zimnej wojny), schodzi ze ścieżki tchórzostwa, zanurza swoje ręce w – cytuję – „gównie” aż po łokcie, dla dobra większej sprawy, ale jednocześnie wybiera śmierć.

Skąd to skojarzenie? W zeszłym poniedziałek (jak już wiadomo, dzień wystawienia śmieci), chcąc wystawić worek przed budynek, tenże worek mi pękł od spodu. Pękł, bo był za ciężki. No i nie muszę mówić, że z niego co nie co wyciekło i że ktoś (ja) musiał to w trybie przyspieszonym posprzątać. Zaraz miała bowiem przyjść zawsze super elegancka koleżanka a całe mieszkanie – dosłownie – w gównie…

Radzenie sobie:
Od samego początku macierzyństwa, pada pytanie „no i jak sobie radzę?”. Pytania (mimo tego, że dna intelektualnego jeszcze nie osiągnęłam, przynajmniej tak mi się wydaje), nie rozumiem i nie wiem, co odpowiadać, bo mimo (pewnie) jak najlepszych intencji, wydaje mi się, że:
-   - ludzie, którzy przez to przeszli nie ponosząc większych uszczerbków fizycznych i psychicznych, doskonale wiedzą jak to jest
-        - ludzie, którzy przez to jeszcze nie przeszli, i tak nie mogą sobie tego wyobrazić (moje wyobrażenia o macierzyństwie zatrzymywały się na porodzie) bo to po prostu jest zero-jedynkowe doświadczenie i na nic im tu moje wrażenia, skoro sami i tak będą mieć inne.

Nie ma czegoś takiego jak wybór między radzeniem sobie a nie radzeniem. Jak to mówi Piotr Siemion w ostatnim Newsweeku, „nie ma ‘przewinę czy nie’, tylko trzeba mu zmienić pieluszkę”.

Poproszę więc o inny zestaw pytań J

Pomoc:
A i tak wydaje mi się, że żyjemy w błogosławionych czasach. Bankowe przelewy realizuję przez telefon niemalże karmiąc dziecko na kanapie, zakupy robię przez Internet, jedzenie często zamawiamy (z dostawą), do sprzątania i prasowania może przyjść pani, do dziecka – gdy zachodzi taka potrzeba – opiekunka, w weekendy zajmują się nią teściowie, za dzieckiem wszyscy szaleją, gdy śpi ja mogę czytać książki, mamy porezerwowane wyjścia na koncert i do teatru, gości przewidzianych na kolejne miesiące – więc jak tu sobie nie radzić? 

Dla uściślenia dodam: nie jesteśmy bogaci, wręcz przeciwnie, żyjemy z jednej pensji, ale po prostu Belgia jest państwem opiekuńczym o wysokim standardzie życie lubiącym dzieci.
Jedyne co, to fakt – nie wyspałam się od siedmiu tygodni (czy nawet dłużej), bolą mnie kolana i plecy, no i Mąż dużo pracuje, no ale coś za coś J

Mieścina:
Teście mieszkają około 60km od nas, w dużym domu z ogrodem i basenem, więc mogłabym tam jeździć dla samej infrastruktury; co stanowi bezdyskusyjnie odmianę od mieszkania w (dużym) mieście. I tego się trzymajmy J

Moule (małże) z frytkami:
Belgijska potrawa narodowa – sezon na! Przed przyjazdem do Belgii nigdy nie jadłam i podeszłam do tematu z rezerwą. Ale się przekonałam – dużo tam białka (w moule’ach, nie frytkach), więc zdrowe i smaczne! Gdy jednak jest ładnie (kilka dni w roku, niekoniecznie w lato), siedzenie w ogródkach piwnych i picie piwa czy też jedzenie w plenerze (restauracja), jest samą przyjemnością.



Życie:
A życie i tak nas dogania i goni. Też miewam zniżki, gdy ulegam presji, że muszę być taka a nie inna, gdy nie mogę się odnaleźć na rynku pracy, gdy mam wątpliwości czy ja nie uszkodzę mojej własnej córki, gdy nie mogę znaleźć wspólnego języka z bliskimi…

Wtedy staram się uskuteczniać sprawdzoną politykę : picie kawy i herbaty (bo lubię), spożywanie czekolady, cieszenie się naprawdę małymi rzeczami – gdy obca osoba pomoże mi sama z siebie z wózkiem, gdy powie dzień dobry na ulicy (tu się zdarza wśród frankofonów), gdy uda i się obejrzeć dobry film, przeczytać inspirujący artykuł… 

Przypominają mi się też wtedy mądre frazesy od znajomych: „nie zastanawiaj się czy możesz, tylko jak to zrobić”, „weź odkurzacz i się ciesz, że masz co odkurzać”, „dodawanie presji nie pomaga”, „cokolwiek robisz, niech ci to sprawia przyjemność bo inaczej to strata czasu”, „do wszystkiego trzeba podchodzić ze spokojem i analizą”… Działa. Mija.

Na koniec: Elianeczka
Skończyła 7 tygodni. Dla mnie 7 tygodni nowego życia. Rośnie zdrowo i prawidłowo (5kg, 55cm), jest aktywna i ciekawa świata, na który patrzy swoimi dużymi oczami. Ponieważ wolę chuchać na zimne, co tydzień jestem z nią albo w szpitalu albo w klinice. Można się zastanawiać czy ze mną wszystko ok, bo z małą na pewno tak Jest już małą osóbka, wie co lubi, a czego nie. Uśmiecha się od mniej więcej tygodnia, jest ufna, prawidłowo reaguje na wszelakie bodźce. I niech tak zostanie!!!

A wszystkim Annom życzymy pięknej niedzieli!




Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze