Pożegnanie z pożegnaniem

Rok temu, śmiesznym zbiegiem okoliczności (jeśli w to wierzyć), byliśmy w Kenii, a konkretniej w Parku Narodowym Masai Mara. 21/07 – w święto narodowe Belgii – piliśmy pierwsze wino w Afryce oraz wzięliśmy gorący prysznic. Pierwszy od dwóch tygodni (takich rzeczy się, najwidoczniej, nie zapomina). Dla odświeżenia pamięci odsyłam do http://cavajava.blogspot.pt/2014/07/migracje-gnu.html)

Kilka tygodni temu, karmiąc moje nowonarodzone w sypialni gdzie znajduje się biblioteczny kącik, mój wzrok zatrzymał się na „Pożegnaniu z Afryką”. Od zeszłego roku chodziło mi po głowie by przypomnieć sobie o czym ta książka jest (czytałam w 2001r.)… W zeszłym roku, będąc w Kenii, byliśmy bardzo blisko jej byłej plantacji, ale się jakoś nie zdecydowaliśmy na zwiedzenie tej atrakcji turystycznej.

No i nie wiem za bardzo co powiedzieć. Najmniej tam pożegnania, najwięcej o pobycie bohaterki i to nie w Afryce, tylko w dzisiejszej Kenii. Wielką pisarką to ona też nie była (według mnie), choć rzuca tam cytatami z Szekspira. Jest tam oczywiście wiele obserwacji pseudo-etno-antropologicznych baronowej, przefiltrowanych przez jej zachodni, zamożny, umysł z początku XX w. Może to, co pisze, było kiedyś nie tylko tolerowane, ale nawet stanowiło jakąś wartość, ale mnie zwroty typu „kazałam mu to znaleźć, pod groźbą wyrzucenia go z pracy” nie bawią. Tak naprawdę to tylko ubawiła mnie część o pisaniu przez nią książki i ocenie tego przedsięwzięcia przez jakiegoś czarnego chłopca, któremu się taki akt w głowie nie mógł zmieścić.


Raz w życiu można przeczytać, bo to jednak jakaś światowa referencja; niemniej jednak dla mnie opisy gazeli podchodzącej pod jej farmę bez jakieś szczególnej puenty są stratą czasu. A może ja na to patrzę inaczej – i jako literatka, i osoba interesująca się (trochę) Afrykę i innością? Może nasza przygoda z Afryką jeszcze się nie skończyła…?


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze