Regres czy progres?
Znów tak emocjonalnie wyczerpujący tydzień,
że przypłaciłam konkretnym przeziębieniem i bólem gardła, które nie daje mi
spać.
W zeszłą niedzielę spacer (zresztą długi,
miły i połączony z brunchem z nowo-odkrytym fajnym miejscu) był dla nas, ale
wieczór już nie – zapomniałam o wizycie jednego z najlepszych przyjaciół Męża,
na szczęście niezobowiązującej (Mąż gotował, ja mogłam się położyć o 21:00).
W środę zawitała do nas zaś Martynka, członek
rodziny z Tarnowskich Gór (mamy tych samych pradziadków); sezon wizytacji,
zainicjowany przez mojego brata w sierpniu ma się więc w najlepsze. Martynka
jest bardzo fajna, samodzielna, ogólnie rozgarnięta i lubi Eliankę – a my
lubimy takich gości. Spała na kanapie. Czułam jakbym miała młodszą siostrę.
Zrobiło się rodzinnie.
Z Sarah w zeszłym tygodniu a Martyną w tym (i
prawdopodobnie Emily w przyszłym) jeździmy po Belgii, frytki, gofry, piwa,
małże, flamandzki barok, intensywne spacery, restauracje, rozmowy, wspominania…
Oprócz tego w tym tygodniu i to chyba tego samego dnia napisali do mnie 2
pisarze: jeden chce się spotkać towarzysko i poznać moją rodzinką, druga
proponuje mi przetłumaczenie jej książki… (no i jak tu leżeć i pachnieć??)
Czas mija szybko na różnych, miłych
zajęciach, bardziej czy mniej rozwojowych (jak zakwalifikować picie winka
podczas spaceru?), czy też na ich odwoływaniu. Zrozumiałam, że świat nie
przestanie się kręcić jeśli w czwartki między 20 a 22:00 nie będzie mnie na
jednych z wielu kursów kreatywnego pisania (które, nota bene, wcale takie
kreatywne nie jest, jako że jesteśmy zachęcani do trzymania się mniej czy
bardziej sprawdzonych reguł, zwłaszcza jeśli chce się coś sprzedać).
Zaczęłam za to chodzić na – uwaga – zajęcia z
reedukacji mięśni krocza. Tak, proszę państwa, tu są ludzie, których obchodzi
to, czy za 20 lat twoja macica ci wypadnie i którzy są chętni (za stosunkowo
małe pieniądze, ubezpieczenie refunduje) ci pomóc w utrzymaniu jej na miejscu.
Elianka się przeziębiła (jesień? żłobek?
Jedno i drugie), a ja wraz z nią (ja niestety od razu do stadium kasłania,
kichanie mnie ominęło), noce są więc – znów – ciężkie, i to bardzo. Ponieważ
miała nos zapchany, spała w pozycji pół siedzącej na moim miejscu w dużym
łóżku, a ja skulona jak pies w nogach, w poprzek łóżka – czego to się nie robi
dla swojego dziecka J
Plan na dziś – drzemka i czytanie. W końcu
mam zaległości (każdy mi przywozi ze swojego kraju gazety i książki).
Czy to zwolnienie tempa to regres czy wręcz
przeciwnie, mądre posunięcie?
Na zdjęciu - Antwerpia pod słońce

Commentaires
Enregistrer un commentaire