Nie płacz babo
Nie
płacz babo
To
jeszcze dokończę o tej Sardynii – nie miałam na to nawet ostatnio czasu jako że
każdą chwilę poświęcałam… pisaniu J
co za przekleństwo!
Więc:
wersja romantyczna brzmi tak, iż Mąż mi zafundował na urodziny wyjazd.
Wersja
prawdziwa – że, konstatując brak wyraźnego progresu z mojej strony, Mąż mówi,
„kobieto, przestań płakać, dam ci pieniądze, zrób sobie dobrze i pojedź sobie
gdzieś”. No to pojechałam, bo mi nie trzeba 2 razy takich rzeczy mówić, a to że
na urodziny, to zbieg okoliczności J
Wyjazd
uznaję za na tyle udany, iż mogłabym na Sardynie wrócić (jak wiadomo, miejsca
dzieli się na te, do których się wraca i na „zobaczone, odhaczone”). Starówka
jest fajnie położona na wysokościach, skąd rozpiera się ładny (choć
charakterystyczny) widok. Uliczki są tak wąskie, że gdy przejeżdża samochód,
trzeba się przytulać grzecznie do murów. Było ciepło – sweterek czy nawet
T-shirt w ciągu dnia wystarczał. Ruch większy wieczorami niż w ciągu dnia; to
też więcej rzeczy było otwartych po 20:00 niż np. o 14:00. Mimo tego, że niby o
tym wiedziałam, konstatacja ta wydała mi się jednak szokująca po ośmiu latach w
kraju socjalistycznym, gdzie o 18:30 wszystko wymiera.
Odwiedziłam
nawet jedno SPA, w jakimś niby to super hiper hotelu i… odradzam, choć otarłam
się o piękno (a raczej o bardzo piękne kobiety). SPA w hotelu iluś tam
gwiazdkowym było zaprzeczeniem nie upiększonego na potrzeby turystów,
obdrapanego i autentycznego miasta, gdzie ludzie są mili i niekoniecznie chcą
cię wycyckać. Jednak bliżej mi do miejsc w których obrusy są wytarte, brakuje
wifi a za to samo jedzenie płaci się każdego dnia inną kwotę J
Kupiłam
„Bóg rzeczy małych” po włosku i pisałam.
Polecam
bardzo nocleg tu:
http://www.kastrum.eu/

Commentaires
Enregistrer un commentaire