Jak te menele dwa

Po długich miesiącach pieczołowitego i kosztownego kompletowania dokumentów, współpracy trzech krajów, dwóch ambasad, stresach (czas naglił!), tłumaczeniach, legalizacjach, udało nam się w końcu zgłosić zamiar wzięcia ślubu i pobieramy się, tak jak chcieliśmy, w przyszłym miesiącu.

Nastawiałam się na administracyjną porażkę, bo gdyby czegokolwiek brakowało, nie wyrobilibyśmy się przed naszym wyjazdem, nie mówiąc o czymś tak prozaicznym jak rozesłanie zaproszeń, zakup biletów dla gości z zagranicy czy zorganizowanie kilku imprez poprzedzających to podniosłe wydarzenie.


Ale w urzędzie szybko poszło, bo chyba tylko z 7 minut, kilka pytań, dwa podpisy, 30 euro. Jeśli to wydaje mi się nieproporcjonalnie nieprzyzwoite, my za to wyglądaliśmy jakbyśmy się dopiero co spotkali na ulicy i zdecydowali się ad-hoc na mariaż: ja w legginsach i w za długim swetrze, on kulejący (wczoraj mu się coś stało w palec u nogi), w skórzanej kurtce, oboje chcący po prostu załatwić tą sprawę jak najszybciej, bezceremonialnie, podjadając na śniadanie rogaliki z czekoladą J


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze