No jak to, nie macie zmywarki?

Przyszła do nas była koleżanka z roboty Narzeczonego (lat 28) z jej chłopakiem (lat 26 – moi byli uczniowie chyba właśnie tyle kończą). Była to dość kuriozalna wizytacja, pomijając fakt, że Ukochany przyrządził „tylko” danie wegetariańskie, którego głównym składnikiem był imbir,
że zabrakło nam serwetek, o krzesłach nie mówiąc (my jedliśmy na stojąco).
„Tina dziś czytała książkę przez trzy godziny w parku”, zagaja rozbawiony Narzeczony (pogoda była piękna, więc grzech nie iść do parku).
„To wzięłaś popołudnie wolne?”
„Nie, ja w ogóle nie pracuję” – mówię pewna siebie, jak byśmy wcale nie żyli w kraju, gdzie kult pracowitości (nie mówiąc o ascetyzmie, zamiłowaniu do porządku i opanowania) jest wpajany od małego.
„Oooo” Na początku się jeszcze tłumaczyłam, ale teraz obserwowanie wyrazu twarzy moich rozmówców sprawia mi niewymowną przyjemność J

Po kolacji – chcąc się po prostu tych miłych dzieci (aczkolwiek dzieci) pozbyć, głośno i ochoczo stwierdziłam, że ja teraz pozmywam. Kusiło mnie nawet by kuchenkę wyszorować, i podłogę umyć. Marzyłam tylko o tym, by walnąć się z Narzeczonym na kanapę, nie mogąc się doczekać momentu, w którym Darth Vader rozpozna w końcu w księżniczce Lei i Luke’u Skywalkerze swoje dzieci.

„Oooo, to nie macie zmywarki?” usłyszałam w odpowiedzi. No nie, nie mamy zmywarki, zresztą nigdy w mieszkaniach, w których mieszkałam nie było zmywarki, i co gorsza – brnę dalej – zaraz jedziemy do Afryki, gdzie nie tylko zmywarek wciąż nie będzie, ale gdzie też, najprawdopodobniej, łóżek ani stołów nie będzie, więc to jedzenie na stojąco (choć powinno być na siedząco, ale na podłodze), to tylko taki trening.
„Oooo, a nie boicie się szoku kulturowego?”
„Kochana, jeśli stąd nie wyjadę, i to w trybie natychmiastowym, to boję się, że właśnie wtedy mój permanentny stan szoku kulturowego tylko się pogłębi, i to w sposób nieodwracalny”.


Chwilę później rozmowa zeszła – uwaga – na Polskę i polskość. Jednak w dobrym humorze będąc, uznałam że to doskonały moment by wyjść poza utarte szlaki (wódka/torcik wedlowski/wesela). Mówiłam o rozbiorach, przesiedleniach, sarmatyźmie, tożsamości składającej się z kilku warstw (chciałam coś o Wałbrzychu, bo od Bator odkleić się nie mogę, ale jeszcze tego intelektualnie nie przetworzyłam), nawet nie doszłam do II Wojny Światowej, a dzieci wpatrywały się we mnie tak, jakby mnie słuchały oczami J


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze