Kregi obcosci
Moglabym dlugo i namietnie pisac o niedzialajacych
bankomatach, o niemozliwosci doprowadzenia do skutku z pozoru prostej czynnosci
(takiej jak wypicie dobrej kawy: w
pierwszym przybytku byla rozpuszczalna, do drugiego nas nie wpuscili, a w
trzecim nie bylo mleczka), o nagabywaczach, ktorzy chca ci sprzedac wszystko,
czego akurat nie potrzebujesz (nurkowanie? dyskoteka? skuter? tak, chcemy tych
wszystkich rzeczy, ale spokojnie, tez chcemy zyc), o
zlej jakosci snu (czy mniejsze zlo to halas wentylatora czy gorac?), lokalnych cpunach wymachujacymi szablami, ale w
zamian napisze o czyms innym.
Po dwoch dniach wszystkich znamy i
wszyscy nas znaja. Pozdrawiamy sie gestem reki, skinieniem glowy, wesolym ‘hola!’
czy tez ‘buenas!’. Wynajmujemy domek od Dominika, ktory to Dominik 15 lat temu
opuscil Normandie i ani nie mysli tam wracac, sniadania spozywamy albo u
Francuzki nr 1 (prowadzi cos a la kafejka internetowa/biuro informacji
turystycznej/przydroznego baru; na Dominikanie od lat 7) albo u Francuzki nr 2
(z Marsylii, ma prawdziwa francuska piekarnie z bagietkami, pain au chocolat i
w ogole). Sa tez bulodromy do gry w petanque, dwujezyczne przedszkola.
Normalka, w koncu to tylko ponad 7.000km od francuskiego matecznika J
Dzis bylismy pol dnia na koniach. Przez
bezdroza, wioski i plaze, w sloncu i deszczu, jechalismy do plazy Rincon. Nawet
minelismy dominikanska posiadlosc Shakiry. Konie uwielbiam, ale miotaly mna
sprzeczne, trudne do wychwycenia uczucia: z jednej strony nieopisana radosc z
galopowania po pieknych plazach, czucia wiaru we wlosach; z drugiej
niedowiezanie co do beztroski prowadzacego (toczek? ubezpieczenie?) i troska o
ukochana osobe, ktora zaliczajac glebe, rozciela sobie niestety lokiec.
Czas na Glowinskiego na hamaku J
Commentaires
Enregistrer un commentaire