Kampala, czyli zorganizowany chaos

Przenieśliśmy się z Fort Portal, naszej ugandyjskiej ostoi (Fort Portal był dla nas tym samym co kenijskie Kisumu) do Kampali, stolicy zbudowanej na siedmiu wzgórzach, miasta bardziej ludzkiego niż Nairobi, ale też trochę z kosmosu. W jego środku znajduje się… olbrzymie pole golfowe, postój matatu (tzw. taxi park) to ma taki, że nikt oprócz kierowców nie może się połapać w tym, jak to w ogóle wszystko może funkcjonować, a narodowy meczet, budynek skądinąd nie tylko piękny ale i pięknie położony (na wzgórzu, oczywiście), został ufundowany (nie do końca wiedzieć czemu, ale pewnie chodziło o kobietę) przez samego… Kadafiego.

Już nawet nie chodzi o to, co widzimy ani co robimy, tylko jak się z tym czujemy i co myślimy. A czujemy cały wachlarz emocji, od „co my tu w ogóle robimy?” do „dziękuję ci boże, że tu jesteśmy, bo tu jak ciekawie!”

Ale jest bezpiecznie (nie musimy korzystać z taksówek!), jest sporo Muzungów (Białych) i jesteśmy w samym środku prawdziwego życia; a dziś może i nawet się wybierzemy na salsę J

Wczoraj na przykład byliśmy na „walking tour” po Kampali z lokalną dziewczyną, która nam pokazała sporo (nie turystycznych) rzeczy, do których sami byśmy raczej nigdy nie trafili. Zulaika okazała się bardzo obrotną i hop-do-przodu, śmieszną, przewodniczką. Mimo tego, że nas nieźle przegnała po Kampali (nas i jedną parę z Kanady, 60+ !!), było to bardzo pozytywne doświadczenie.

Poznajemy ludzi zewsząd, najczęściej pary, które tak samo jak my, są w podróży (w sensie przez życie, nie po Afryce), rzuciły prace, chciałyby rzucić pracę, są wolontariuszami, czy też „(nie-)zwykłymi” podróżnikami.

Jesteśmy bardzo zmęczeni, bardziej niż de facto w Brukseli, nie tylko fizycznie (wczesnym wstawaniem, ciągłym byciem w drodze, sprawami żołądkowymi) ale i intelektualnie: równocześnie do naszego odkrywania świata, pracujemy nad różnymi projektami które wymagają maksymalnego skupienia w tutejszych i jakichkolwiek innych warunkach. Wieczorami musimy negocjować z Mężem, które z nas pójdzie do recepcji po klucze. 24 schodki.

Zacznę czytać „Battle Hymn of the Tiger Mother” autorstwa Amy Chua robiąc sobie tym samym przerwę od polskiej literatury J


http://en.wikipedia.org/wiki/Kampala
http://www.kampalawalktour.com/







Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze