świątecznie

Po dość szybkim przeczytaniu „Obywatela Stuhra”, wzięłam się niespiesznie za „Notatnik niespiesznego przechodnia” Jerzego Stempowskiego… Tytuł dobrze oddaje moje podejście do życia, zwłaszcza w ten czas gdy wszyscy twierdzą, że są zalatani, zajęci lepieniem pierogów czy też sprzątaniem. Ja na szczęście nigdy nie miałam i nie mam takiej presji: sprząta przez cały rok pani do sprzątania, gotuje Mąż, resztą (zakupami, dekorowaniem itp.) zajmują się teściowie. 

Odchodzą też prezenty, w tym roku zgodnie stwierdziliśmy, że ich nie chcemy, więc ich nie robimy. My sobie dogadzamy przez cały rok, a nie potrzebuję kogoś z zewnątrz, by mi mówił kiedy mam sobie lub komuś bliskiemu coś kupić.
Objadać się i tak nie mogę.

Zamiast tego, czytam książkę przy kominku, oglądamy filmy czy chodzimy na spacery. Po zjedzeniu sarniny, gramy w szachy i gry planszowe.

Spytałam się Męża, czy mu nie przykro, że odbyło się w zasadzie bezprezentowo (dostał jednak bardzo fajny album od młodszej siostry). Odpowiedział, że przecież ma wszystko, co mu do szczęścia potrzebne: żonę, rodzinę, jedzenie, dach nad głową, drewno w kominku się pali a w kieliszku dojrzewa whisky. A w tym roku i tak widzieliśmy ludzi, którzy nic nie mają, a szczęśliwi są...

Tak, w tym roku całą tą frustrację świąteczną sobie więc odpuszczę J


Aby każdy sobie spędził ten czas, jak sobie tego pobożnie życzy!


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze