Urodzinowo

Na urodziny Mąż zabrał mnie do Amsterdamu – miasta tętniącego życiem, miasta ponad 880.000 rowerów, „pachnącego” trawą, o pięknej architekturze i tysiącach turystów. Mimo tego,  że oboje byliśmy tam byliśmy nieraz, to jednak w tym miejscu znudzić się nie może a i ciągle jest co odkrywać.

W Amsterdamie moglibyśmy zamieszkać: odpowiada nam styl życia i pracy Holendrów, ich przedsiębiorczość, ich pro-ekologiczność, okazałe kamienice (1/ niezniszczone podczas wojny; 2/ bogate!), muzea.

W muzeum tulipanów dowiadujemy się, że tulipan to dużo więcej niż „tylko” kwiatek a u Van Gogha, o jego życiu i twórczości w sposób czytelny i bez przepychu (w niektórych super nowoczesnych muzeach tzw. multimedialnych, czasem połowa urządzeń nie chodzi a i spędza się za dużo czasu próbując zrozumieć jak działa reszta. No i nie ma się wizji całości).
Chciało mi się znów pojechać do Francji.

Wieczorem kolacja w indonezyjskiej knajpie (Niderlandy były kolonialną, morską potęgą) oraz obowiązkowa przejażdżka stateczkiem po kanałach – załapaliśmy się akurat na Festiwal Światła, coś co integruje światło, wodę, sztukę, pomysłowość, oryginalność i miasto.

Więc mimo tego, że sam początek zwiedzania nie był jakiś szczególny (deszcz, tłoczno, kicz), całość nas zachwyciła, a i co dwie pary oczu, to nie jedna J 






Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze