Ben Okri
Bruksela jest genialna
pod względem “gwiazd” światowego formatu: otóż wczoraj wybraliśmy się z Mężem
na spotkanie z Benem Okrim (nagroda Bookera 1991), po którym nastąpiła
projekcja filmu o Afryce. Było to dla nas – jak na chcących uchwycić nasze
afrykańskie doświadczenie – bardzo ciekawe zdarzenie. Otóż Benek okazał się być
bardzo skromnym pisarzem, zabawnym, inteligentnym, świadomym swojego nigeryjsko-brytyjskiego
dziedzictwa.
Opowiadając o swoich przeszłych trudach (był bezdomnym!), tak
myślałam o Danym Laferrièrze, innym czarnym pisarzu z kraju Trzeciego Świata,
który także, zaznawszy skrajnej biedy i głodu, wybił się. Dzięki wyłącznie
sobie, swojemu uporowi i talentowi, obaj panowie pisząc i tworząc wyrobili
sobie drogę do międzynarodowej kariery.
Co
zapamiętałam/zrozumiałam z wczorajszego spotkania?
1/ jak pisać o
Afryce i o jej równoległych rzeczywistościach używając zachodniego aparatu
pojęciowego i językowego? Linearność kontra wielowymiarowość.
2/ różnice między
zachodem a Afryką: my chcemy wszystko nazwać, okiełznać, posegregować. Oni po
prostu pozwalają rzeczom i bytom być, nie koniecznie wykazując się chęcią oraz
potrzeba ogarniania wszystkiego co żywe i martwe.
3/ Bena ukształtowali
jego rodzice: ojciec zawsze mawiał „zobaczysz/zrozumiesz synu później”, nie
wdając się w szczegóły, czyli pozostawiając u niego głód wiedzy; matka, z
kolei, zamiast strofować, opowiadała historię mającą na celu zilustrowanie
danej sytuacji. Syn jednak nie zawsze mógł się dopatrzyć puenty!
4/ każda historia
powinna być napisana swoim własnym językiem.
5/ ciężej pisać o
szczęściu niż o nieszczęściu – powiada pisarz…
Commentaires
Enregistrer un commentaire