Przyjaciele

W siódmym miesiącu ciąży, wybraliśmy się do Luksemburga (spokojnie, to tylko 200km samochodem od nas), bynajmniej nie po to by chodzić po tamtejszych katakumbach lub zwiedzać zamki, Schengen, winnice itp., tylko pobyć z moją drogą koleżanką A. Chciałam, by Mąż poznał ludzi, którzy mi bardzo pomogli podczas rozwodu, mimo tego, że wtenczas się bardzo krótko znaliśmy. A. z jej rodziną (mężem, córką wówczas siedmioletnią i drugim, jeszcze nawet niechodzącym, berbeciem) przychodzili do mnie z własnym jedzeniem mi gotować, poświęcali mi czas, zapraszali do siebie, uczyli mnie – z A. pracowałam, więc to ona była moją pierwszą mentorką.

Oczywiście nie oni jedyni mi pomagali (akurat nikogo nigdy z tego okresu nie zapomnę), ale może to że się znaliśmy tak krótko (po 3 miesiącach naszej znajomości wyjechali z Brukseli do Luksemburga), naznaczyło mnie jakoś szczególnie.


W Luksemburgu byłam nie raz, nie dwa, nie tylko u/z A., ale posiada ona szczególne miejsce w moim sercu. Weekend się udał, obie strony siebie zaakceptowały (mimo dziesięcioletniej różnicy wieku), przyjaźń została dociśnięta :-)


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze