Gwiazdy a geny

Uwaga – znów (nie)stety o wyborach między adrenaliną/przygodą a stabilizacją…

1 – Dzięki naszym rodzinom i przyjaciołom, udało się ostatnio dużo zrobić/usprawnić/poukładać, względnie malutkim kosztem. Nie lubię sprzątać, ale lubię porządek w sensie przejrzystości – także umysłu. Muszę wiedzieć, gdzie co mam i w jakim kierunki to wszystko zmierza. A ostatnimi tygodniami moje mieszkanie wyglądało jak skład rzeczy używanych/ciucholand. Żeby zmieścić nowe rzeczy, trzeba wypchnąć/oddać/spieniężyć rzeczy stare i niepotrzebne. Nasuwa to taką myśl, że w ogóle mamy sieć kontaktów, która sprawnie działa i no i że oczywiście potrzeba matką wynalazków. Nigdy nie czułam się bardziej częścią czegoś większego niż teraz, gdy musimy trochę pasa zacisnąć – „sharing economy” (współdzielona konsumpcja) istnieje i ma się dobrze.

2 – Dochodzę do drugiego punktu, uzależnionego trochę od pierwszego – stabilizacja. Nie mielibyśmy tej siatki (dobrych) kontaktów gdybyśmy nie inwestowali w przyjaźń i dobre uczynki, które się poniekąd zwracają. A do tego potrzeba czasu i wspólnej przestrzeni. Nie można np. komuś pomóc albo coś dla kogoś załatwić jeśli się jest po drugiej stronie półkuli. Trzeba jakiegoś minimum stabilizacji.

3 – Mój protest przeciwko tzw. stabilizacji trwa nie od dziś mimo tego, że potrafię, jak na to wskazuję powyższy przykład, ją docenić. Od powrotu z Afryki jesteśmy rozerwani między niedosytem przygody a jakąś formą ustatkowania się wynikającą z najbanalniejszej potrzeby utrzymania się. Pojechaliśmy do Afryki, by poczuć, że żyjemy. Mąż powiedział, że nigdy nie był szczęśliwszy niż gdy jechał w Ugandzie na motorze w stronę gór, nie wiedząc, co go czeka. Powiedzmy, że nasze aktualne życie aż tak nieprzewidywalne nie jest. I teraz pytanie: czy to dobrze czy źle? Czy to źle, że jesteśmy otoczeni życzliwymi ludzi, na których w każdej chwili można liczyć i że miło spędzamy sobie czas, leżąc na kanapie we własnych objęciach, czytając biografię Miłosza (ja) czy aforyzmy La Rochefoucauld (Mąż)? Czy, skoro w podróży szukamy stabilności, choćby tej najmniejszej, chodząc na kawki czy do kina (czyli podtrzymując tę samą, rozpoznawalną, przez co bezpieczną, rutynę), w stabilności nie moglibyśmy też doszukać się przygody albo przynajmniej tego, co przygoda ze sobą niesie, czyli adrenalinę, wiatr we włosach, podniecenie?
Po za tym zapominamy, że nasze życie jest takie, jak je sobie sami ułożymy. Czyli mogę z tego samego zestawu (np. praca-dom) zrobić coś bardziej czy mniej interesującego. Czy trzeba od razu podróżować, by było ładniej, cieplej, czy żebyśmy poczuli się szczęśliwsi? W. Myśliwski napisał, że wszystko jest złudne, ale miejsca najbardziej. Trawa zawsze wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie płotu. A to niebezpieczna iluzja.

Skoro to wszystko wiemy, dlaczego i tak ciągnie nas w nieznane? Choć na pewno nie za wszelką cenę. Mąż już odrzucił propozycję pracy w Amsterdamie, ja pewnie zaraz odmówię w Genewie.

4 – Śniło mi się niedawno, że moja 83-letnia babcia oznajmiła, że zostawia wszystko i wyjeżdża. Potem kolejne osoby (mama, brat) robiły to samo. Było to przerażające i budzące pytania: „no jak to? to tak można?”
Zaczęłam się zastanawiać nad zawodami w naszej rodzinie (tylko od strony matki): piloci wycieczek, stewardesy, kapitanowie statków, pracownicy obsługi lotniska czy też linii lotniczych, pracownicy kolei, hodowca koni, handlarz ekwipunkiem do skoków spadochronowych. Jest też położna, pianistka, parę artystów mniejszego kalibru J Żadnych lekarzy, prawników czy profesorów, choć chyba mi najbliżej (romanista, ale to hobby, nie zawód).
Moja matka, jako młoda dziewczyna, wyjechała 40 lat temu do Libanu. Jej siostra za to pod biegun Północny.

Może zatem czasami rzeczy nie tyle są zapisane w gwiazdach, co w genach… Tym wszystkim, którzy pytają „czym się obecnie imamy”?, odpowiadam więc „pracujemy nad wyrobieniem sobie własnego modus vivendi, między marzeniami a rzeczywistością”.


Na zdjęciu – zestaw książek, który sobie przywiozłam z ostatniego pobytu w Polsce, dobrze obrazujący obecny stan ducha i zainteresowania J


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze