Ptasie gniazdko
Do Ruandy nie udało się
pojechać, Mąż nie dostał (na czas) wizy. W Ruandzie, Belg - ze względu na
Historię - to persona non grata. Ale nic straconego, pojedziemy później.
Wiem, że ostatnio
pisałam więcej o sobie/nas, o tym, co robimy i czego nie robimy niż o samej Afryce,
jej mieszkańcach i spostrzeżeniach, jakie wywołuje. Poprawiam się więc.
Ptasie gniazdko jest
prowadzone przez Pablo i Gittę, parę Belgów, którzy z wielkim oddaniem je
odremontowali. Położone jest tuż nad jeziorem, w malowniczym miejscu. Kierowali
się nie tylko dobrym gustem ale i też troską o środowisko (materiały
ekologiczne itd.). Zdecydowana większość pokoi ma widok na jezioro. W swoim
hotelu mają „etniczny” sklepik oraz jest kącik przewidziany dla pana artysty –
maluje na żywo i sprzedaje bezpośrednio swoje dzieła. Personel jest dobrze
wyszkolony a jedzenie przepyszne. Na szczęście udało mi się wynegocjować
rozsądną cenę (trzy noce w cenie dwóch), ale to tylko oznacza, że manager
hotelu był otwarty na moje sugestię J
W Gniazdku spotkaliśmy
Janet, amerykańską Brytyjkę, lat – na oko – 60+. Janet raz w tygodniu ucieka od
swojego życia (pracuje na jednym z okolicznych uniwersytetów), by 1/ po prostu
posiedzieć w tym małym raju, zamienić parę słów z ludźmi, podumać nad jeziorem,
2/ udzielić charytatywnie lekcji angielskiego dwóm pracownicom Pabla i Gitty. O
tym też trzeba wspomnieć: Gniazdo jest miejscem rodzinnym (jest nawet coś na
kształt przechowalni dla maluchów, „przedszkole” to za dużo powiedziane, no ale
zawsze) i postępowym – właściciele, niewielkim kosztem bo „tylko” w zamian za
obiad dla Janet, dbają o rozwój personelu, pod każdym kątem J
Sama Janet, wielka
podróżniczka, okazała się być osobą niezwykle interesującą – uczy nie tylko
angielskiego lecz także logicznego myślenia, krytycznego podejścia do życia,
umiejętności czytania i pisania… Żyła ze swoimi dwoma mężami w 5 afrykańskich
państwach, a o Botswanie napisała nawet książkę J
Opowiadała o pracy na
uczelni, w której nie ma bieżącej wody, w której spłuczki w toaletach nie
działają, w której również Internet nie działa… (od 6 tygodni, niezapłacona
faktura). Od 11 miesięcy walczy z administracją o to… by w zrobić w bibliotece wyjścia
awaryjne! Nie ma (to znaczy te wyjścia, które były, są zabite dechami), a w
przypadku „very likely” pożaru, Janet mówi, że śmierć na miejscu poniosłoby 200
osób…
Niech Bóg ją ma w swojej
opiece!
Commentaires
Enregistrer un commentaire