Grupa
Gdy wracałam z moich (dalekich) podróży,
jedna z najgorszych rzeczy było opowiadanie o nich i post-racjonalizacja.
Ludzie, u których, powiedzmy nic specjalnego się nie działo, pokładali wielkie nadzieje
w to, że usłyszą coś, co przynajmniej odmieni ich życie. Byli spragnieni
pikantnych szczegółów, spodziewając się nie wiadomo czego, nie wiadomo jakiś
wspaniałości – podczas gdy ja się po prostu cieszyłam z tego, że nie dałam się
zabić, zgwałcić czy też obrabować. Tak też jest w mojej grupie. Ludzie są
skromni, zwyczajni. Ale też są wyjątkowi, bo należą do mojej grupy. Nie musisz
być piękny, bogaty czy inteligentny, by przynależeć do grupy. Wystarczy sam
fakt, że się w tej grupie (przez przypadek) znalazłeś.
Nazywają się Mahasen, Kolajo, Boka. Większość
z nich to uchodźcy polityczni. Tu są – niestety zabrzmi to okrutnie – nie dość
że sami, to na dole drabiny społecznej, a kiedyś, u siebie mieli rodziny i
zawody. Sędziowie, prawnicy.
Nawet jeśli czasem umieram z nudów, to
uważam, że przynależność to tej grupy w tym momencie mojego życia, to najlepsza
rzecz, jaka mogła mi się przytrafić. Dzielę się z nimi moją wiedzą na ile mogę:
mówię o byciu mamą w Belgii, o klubach książki, o instytucjach europejskich. Odwdzięczają
się uśmiechem na twarzy, dobrym humorem, swoimi historiami… nie musi być nie
wiadomo jak, by było fajnie J

Commentaires
Enregistrer un commentaire