Naturalne czy nie?

Kurs integracji uświadamia mi różnice kulturowe w obrębie jednego miasta – Brukseli. Nie trzeba już jechać na drugi koniec świata, by odkryć, iż nie każdy potrafi czytać, pisać czy orientować się w mieście. Otóż nasz prowadzący Afgańczyk rozdał nam atlasy i kazał szukać w nim ulic. Nie wspomnę o tym, iż każdy na w tej chwili smartphona z dostępem do Internetu (GPS/gogle maps) i nikt już nie korzysta z książkowych atlasów. Ale nie o to chodzi, bo ja też mam smartphona, a z atlasu nauczyłam się jednak korzystać PRZED. A tu ludzie kompletnie zagubieni! I to nie krytyka, tylko stwierdzenie faktów. I współczucie! Dla mnie bowiem, trafienie z A do B, nie wymaga jakieś super gimnastyki umysłowej, nawet jeśli dany adres widzę po raz pierwszy. Przychodzi to (najczęściej) w miarę naturalnie. A jeżeli taki ktoś ma problem z podstawowym przemieszczeniem się, to jak taki ktoś może np. znaleźć pracę i normalnie funkcjonować?? No ale dobrze, że przynajmniej na tym kursie nauczy się, że gdy musi znaleźć daną ulicę, powinien szukać jej w spisie ulic pod literą nazwy ulicy, a nie pod „u” jak „ulica”.
   

Drugi „szok” nastąpił gdy Greczynka stwierdziła, że „podoba mi się to, że tu ludzie wychodzą z domu gdy pada deszcz lub śnieg”. No, ba, inaczej to by z domu w ogóle nie wychodzili! Czy ta uwaga w ogóle zasługuje na otwieranie buzi? Przy czym w Belgii zimy są raczej łagodne (jeśli w ogóle można je nazwać zimami). No tak, ale znowu – ja jestem z Polski, dziewczę z Grecji. U nich gdy pada (jest śnieg??), ludzie siedzą przed kominkami i z domu nie wychodzą. Znów, coś co wydaje się tak oczywiste jak wdychanie powietrza (= wychodzenie z domu, niezależnie od pogody), okazuje się że gdzie indziej wcale tak oczywiste nie jest.


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze