Po mojemu

Nie jest wielką tajemnicą, że świąt nie obchodzę. Zresztą do niedawna byłam przekonana, rezerwując nocleg w Czarnym Lesie w Niemczech, że święta są za tydzień. I nie chodzi o to, że nie obchodzę świąt w tym roku. W ogóle ich nie obchodzę. Mimo tego, że dużo ludzi dookoła by chciało, bym je obchodziła, życząc mi różnych różności, czy też twierdząc, że gdy będę miała dzieci, to mi się zmieni. I don't think so. Nie potrzebuję świąt, by zjeść obiad z rodziną. Ja codziennie mam święta J

Tak czy siak, wczoraj (w – uwaga – Wielki Piątek) byliśmy na filmie o życiu urzędników w Kongu w ramach Afrykańskiego Festiwalu Filmu w Leuven. Dziś rano chciałam iść na ślub koleżanki, ale za późno nam się wstało a koleżanka i tak wyrażała niechęć do świadków tego wydarzenia. Na śniadanio-obiad zjedliśmy tosty i zupę, ja usiadłam do moich projektów (na przykład tłumaczenia), a Mąż po obejrzeniu po raz kolejny „How I met your mother” i zrobieniu zakupów, pojechał na jakieś seminarium o instytucjach europejskich. Wieczorem ma przyjść na piwo zaznajomiona parka, której dawno nie widzieliśmy – on jest, co ciekawe, pół Brazylijczykiem.


I w sumie dzień mi się dobrze zaczął, bo skontaktowała się ze mną pewna amerykańska organizacja, a ze mną takie struktury, bądź co bądź zawodowe, kontaktują się od święta J


Commentaires

Posts les plus consultés de ce blog

Powrót do rzeczywistości… ale do której?

Nowa książka

pierwsze półrocze