Kto swój, kto obcy?
No i znowu dałam się na
moim szkoleniu z integracji społecznej zaskoczyć. Tym razem podeszła do mnie
Węgierka (34 lata, biała, z Budapesztu) szepcząc, że w przerwie chciałaby
zamienić ze mną dwa słowa. Spoks, myślę, pewnie w związku z możliwościami pracy
w instytucjach europejskich – wyrosłam na specjalistkę.
Jednakże w kantynie mówi
owa dama, że jest w ciąży i skoro ja też jestem w ciąży, to na pewno na
wszystkie jej pytania będę mogła odpowiedzieć. Przy czym okazała się być
naprawdę mało ciekawym osobnikiem. Mówiła cicho, tak jak by chciała coś ukryć,
i z tego co zrozumiałam, jest tu w jakieś sytuacji nie do końca legalnej, a
nawet jeśli nie ona, to jej mąż (praca na czarno? szaro?). Porwać to mnie nie porwała.
Nie umiałam się z „rozmowy”
do końca wykręcić, a bardzo chciałam, spoglądając na ożywioną dyskusje „kolorowego”
stołu obok. W metrze spotkałam Hinduskę z grupy i chyba łatwiej i szybciej dane
mi było nawiązać z nią kontakt niż z panią zero osobowości. A można by było
przypuszczać, że dwie Wschodnio-Europejki w ciąży mają ze sobą więcej wspólnego
niż Wschodnio-Europejka z Nigeryjką, Wietnamczykiem, Greczynką, Hinduską, Amerykaninem
i nie wiadomo kim tam jeszcze. Niet. Comme quoi…
Commentaires
Enregistrer un commentaire