W kajeciku prowadzę obserwacje socjologiczne...
Gdy przyjechałam do
Belgii w 2008r., od razu zapisałam się z byłym mężem na kurs niderlandzkiego.
Na dany kurs zostaliśmy skierowani przez coś co się nazywa „Huis van het Nederlands” – powiedzmy, że to taka organizacja pozarządowa skupiająca
wszystkie szkoły językowe, wydająca certyfikaty itd. Chodziłam na kurs języka
niderlandzkiego przez trzy lata, uwielbiałam je, do dziś pozostaje w kontakcie
z lektorami i ludźmi poznanymi na kursie, a było to już 7 lat temu.
Dziś zaczęłam inny kurs,
ale organizowany w tym samym budynku co Dom Niderlandzkiego – wspomnienia
powracają jak również poczucie kolistości czasu. Kurs nosi nazwę „Orientacja
społeczna”. Pytanie, na co komu kurs z integracji społecznej po pełnych siedmiu
latach w Belgii (z czego przepracowanych 5,5), mając niderlandzkojęzycznego
męża? Otóż odpowiedzi jest kilka, do wyboru, do koloru: nie zrobiłam tego kursu
gdy przyjechałam/By poznać ludzi/Zawsze można się czegoś nowego dowiedzieć/Dla
rozszerzenia horyzontów/Bo mam czas a kurs jest za darmo/By wyjść do ludzi i
nie siedzieć w domu/Bo może się przydać do wniosku o obywatelstwo…
Jest nas około 20:
oprócz mnie, 3 osoby z Indii, 3 z Nigerii, 2 z Grecji, 1 z Syrii, 1 z Ghany, 1
z Lesotho, 1 z Bangladeszu, 1 Wietnamu,
1 z Sierra Leone, 1 z USA, 1 z Iraku, 1 ze Słowenii i 1 z Węgier. Prowadzący z
Afganistanu (gdy podaje imię i nazwisko, nie wiem, które jest które) a
współprowadzący z Maroka. Witajcie w Belgii!!
Pierwsze lody dość
szybko się przełamują, bo przecież wszyscy – niezależnie od pochodzenia,
stopnia znajomości języka czy też ilorazu inteligencji (nie obrażając nikogo)
mają ten sam cel – przetrwać w tym obcym (i czasem wrogim) kraju. Problemy, od „wegetariańskie
jedzenie” i „dlaczego apteki są nieczynne w niedziele” po „jak znaleźć pracę”,
są takie same.
W kajeciku prowadzę
obserwacje socjologiczne, bo to najciekawsze z tego całego kursu J
Commentaires
Enregistrer un commentaire