Coraz bliżej...
Dostałam od wydawcy kopię
bardzo pozytywnej recenzji mojej książki – to zawsze miłe, wiedzieć, że ktoś,
gdzieś (a dokładniej w Kanadzie), przeczytał to, co wydałam, od deski do deski.
Nie dość, że przeczytał, ale zrozumiał i docenił J
Znów dużo spraw, od koncertów
(np. „Requiem” M. Duruflégo w wykonaniu Brukselskiego Chóru Kameralnego) po
notariuszy poprzez ambasadę Kenii oraz kibicowanie Mistrzostwom Świata.
Mogłabym oczywiście sypać
anegdotami, że np. N. kupił sobie na ślub niebieską koszulę z zielonymi
guzikami, że notariusz stwierdził, że jesteśmy jak prawdziwi Belgowie (ponieważ
jedno chce mówić po francusku, drugie po niderlandzku; no tak, ale ja jestem
Polką), że wszędzie widzę figury retoryczne (skrzywienie zawodowe) – np. gdy Narzeczony
mówi „ładny gol”, ja słyszę „ładny bramkarz”, że mam na ramieniu tatuaż zmywalny (pierwszy
od ? lat) J
Podejrzewam u nas lekki
stan depresyjny, wynikający z ilości rzeczy, w które się rzucamy.
Aż wczoraj z
tej depresji kolacje ugotowałam J
Ratusz, śniadanie,
biblioteka (dla niego), chodzenie po sklepach (dla niej, ale nic ciekawego nie
było), lunch, po który pojechała na drugi koniec miasta (taki miała kaprys, bo
to smaki dzieciństwa), drzemka, zawiezienie niepotrzebnych ubrań do misji
katolickiej, ogarnianie mieszkania...
Myślenie o post-doc’u. O
wieczorku panieńskim. O zdrowiu, mieszkaniu, Internecie – na szczęście o
hydrauliku już nie (tzn. o ciepłej wodzie, nie o samej postaci). O przyszłości –
ale nie za dużo.
Zarejestrować się w
e-konsulacie, przeczytać wszystko dokładnie ale się za bardzo nie przejmować
(strony MSZ-u bynajmniej NIE zachęcają do subsaharyjskiej turystyki), wyrobić
wizy, zażywać profilaktykę anty-malaryczną i ogarnąć suahili (podstawowe zwroty).
Spisać testament.
Najlepiej jednak nie w
suahili.
Bo my musimy organizować
ślub i taki wyjazd jednocześnie. Po prostu musimy.
Całe szczęście, że jesteśmy
tak zakochani w sobie J
Wieczór w podgrupach – ona wysyłała mu z kanapy wyniki meczów sms-ami (jednocześnie próbując się ogarnąć), podczas
gdy on był na koncercie jazzowym…
Commentaires
Enregistrer un commentaire