Powrót do rzeczywistości… ale do której?
Po kolei… Skończyłam Greya – nawet niezły. To znaczy oczywiście, wielka literatura to to nie jest, ale lektura owszem, wciągająca (nie, nie, teraz nie wdam w dyskusję o literaturze, obojętnie czy przez małe czy dużo „l”. Dla mnie, wszystko, co kiedykolwiek zostało opublikowane, jest warte przeczytania. A jeżeli coś jest pociągające, to znaczy, że w sobie ma „coś”, a to z kolei nie sposób przecenić!) No więc w Portugalii było miło, nic nie mam naprzeciw kawie za 0,60 centymów, słońcu przez 85% czasu, urozmaicającym rzeczywistość kolorowym i oryginalnym kafelkom na każdym rogu ulicy. Nie mam też nic naprzeciw kelnerom pytających się samych z siebie „czy życzę sobie hasło do wi-fi”, kasjerkom, które ze stoicką postawą każą ochroniarzowi zwarzyć owoce, bo mi się zapomniało, czy też personelowi lotniska, który pozwala mi się bezkarnie wepchnąć do kolejki. W Portugalii miałam się odnaleźć, ale jeszcze bardziej się zgubiłam, dając się unieść przytłaczającemu, otaczającego mnie, pięk...
Commentaires
Enregistrer un commentaire